Zauroczyły mnie koralikowe pierścionki Silver Aguti. Na szczęście na jej blogu znalazłam też tutka, jak je wykonać. Się rozpędziłam i powstało ich kilka :)
Najpierw powstały dwa granatowe, z resztki mieszanki po tej bransoletce i breloczkach. Potem był różowy, do kompletu do bransoletki, której jeszcze nie zdążyłam pokazać.
A tak się prezentują pojedynczo:
Te dwa zostawiłam sobie :)
Ten pomarańczowo-niebieski zaklepała sobie siostra. Natomiast te poniżej są wolne :)
Ostatni szary zrobiłam z inspiracji kolorami w wyzwaniu "Zimowa kraina" na blogu Pomorze Craftuje i niniejszym zgłaszam go na na to wyzwanie :)
czwartek, 12 lutego 2015
poniedziałek, 9 lutego 2015
Mata dla niemowlaka
Uważaj czego sobie życzysz. Powinnam była o tym pamiętać, gdy któregoś dnia wracając ze spaceru z Młodym spotkałam siostrę wyjeżdżającą z garażu. Powiedziała, że jedzie do Surtexu i czy czegoś nie chcę. Dużo się nie namyślając powiedziałam, że chcę dwa metry najgrubszej ociepliny jaką mają. Nie wiedziałam jakie mają, ale przecież najgrubsza, to pewnie max jakieś półtora centymetra. Oj, się myliłam ;) Gdy zobaczyłam wielgachną siatę, jaką mi siostra przytachała, to mi szczęka opadła. Dostałam dwa metry grubaśnego i sztywnego czegoś. Na początku panika: i co ja z tym zrobię???? Z czasem pomysły zaczęły kiełkować, no bo ja temu nie dam rady?! Małego kawałeczka użyłam do uchwytu do wózka, następnych dwóch kawałków użyłam do ochraniaczy na boki łóżeczka, bo Młody już się coraz bardziej kręci w trakcie snu. Większy kawałek poszedł do materacyka, który kładziemy na blacie w łazience, aby było gdzie odłożyć Młodego po kąpieli. (Ostatnich dwóch rzeczy nawet nie obzdjęciowałam, bo mało fotogeniczne :)) Ale nadal jeszcze zostało sporo ociepliny...
Dumałam co by tu jeszcze uszyć, gdy M razem z Młodą postanowili się poturlać po zalegającej na podłodze ocieplinie i stwierdzili, że to całkiem nieźle grzeje :) No to decyzja zapadła - będzie mata podłogowa dla Młodego!
Od dawna już mi chodziło po głowie uszycie maty z wykorzystaniem tutorialu na patchwork kółkowy. Technikę szycia kółek wykorzystałam przy szyciu worków dla przedszkolaka (co było wprawką do przyszłego uszycia maty właściwej).
Kółeczka szyło się i potem naszywało na błękitną bawełnę bardzo przyjemnie. Kanapkę poskładałam też bez kłopotu. Schody się zaczęły przy próbie pikowania tego potworka. Maszyna powiedziała niet. Po prostu nie byłam w stanie wcisnąć tak sztywnej i grubej płachty pod stopkę maszyny, nie mówiąc już o próbach manewrowania tym przy szyciu. Nie pozostało nic innego, jak wziąć igłę w garść i przepikować toto ręcznie.
Kolejny problem to jak przyszyć lamówkę??? Jakoś dało radę, chociaż efekt pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście klient się nie zna i mało wymagający jest (w końcu jest mu obojętne, co opluwa leżąc na brzuchu :)) Muszę jednak przyznać, że kolorowe kółka go interesują i próbuje do nich sięgać rączką. Dodatkowo na obwodzie doszyłam różnokolorowe tasiemki (to już na później, gdy zacznie próby przemieszczania się).
Tył maty to czarno-biały materiał w zwierzaki z Ikei. Gdy mata sobie leży niedaleko miejsca stałego rezydowania Młodego (czyli kanapy) to Młody z upodobaniem się w nie wpatruje, czyli upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu :) Powstała mata do leżenia i obrazek do wgapiania się :)
Ponieważ mata z założenia ma być przenośna, a grubość i sztywność ociepliny uniemożliwia jej poskładanie, doszyłam troczki, aby można było całość ciasno związać.
Nie zabrakło też zdjęć z testowania :) Klient zadowolony :)
Na macie powstała też sesja zdjęciowa dla uczczenia ukończenia przez Młodego dwóch miesięcy (o rany, to już było miesiąc temu!)
Jednym słowem - mata się udała! :D
Hmmm, nadal zostało mi jeszcze sporo ociepliny...
Dumałam co by tu jeszcze uszyć, gdy M razem z Młodą postanowili się poturlać po zalegającej na podłodze ocieplinie i stwierdzili, że to całkiem nieźle grzeje :) No to decyzja zapadła - będzie mata podłogowa dla Młodego!
Od dawna już mi chodziło po głowie uszycie maty z wykorzystaniem tutorialu na patchwork kółkowy. Technikę szycia kółek wykorzystałam przy szyciu worków dla przedszkolaka (co było wprawką do przyszłego uszycia maty właściwej).
Kółeczka szyło się i potem naszywało na błękitną bawełnę bardzo przyjemnie. Kanapkę poskładałam też bez kłopotu. Schody się zaczęły przy próbie pikowania tego potworka. Maszyna powiedziała niet. Po prostu nie byłam w stanie wcisnąć tak sztywnej i grubej płachty pod stopkę maszyny, nie mówiąc już o próbach manewrowania tym przy szyciu. Nie pozostało nic innego, jak wziąć igłę w garść i przepikować toto ręcznie.
Kolejny problem to jak przyszyć lamówkę??? Jakoś dało radę, chociaż efekt pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście klient się nie zna i mało wymagający jest (w końcu jest mu obojętne, co opluwa leżąc na brzuchu :)) Muszę jednak przyznać, że kolorowe kółka go interesują i próbuje do nich sięgać rączką. Dodatkowo na obwodzie doszyłam różnokolorowe tasiemki (to już na później, gdy zacznie próby przemieszczania się).
Tył maty to czarno-biały materiał w zwierzaki z Ikei. Gdy mata sobie leży niedaleko miejsca stałego rezydowania Młodego (czyli kanapy) to Młody z upodobaniem się w nie wpatruje, czyli upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu :) Powstała mata do leżenia i obrazek do wgapiania się :)
Ponieważ mata z założenia ma być przenośna, a grubość i sztywność ociepliny uniemożliwia jej poskładanie, doszyłam troczki, aby można było całość ciasno związać.
Nie zabrakło też zdjęć z testowania :) Klient zadowolony :)
Na macie powstała też sesja zdjęciowa dla uczczenia ukończenia przez Młodego dwóch miesięcy (o rany, to już było miesiąc temu!)
Jednym słowem - mata się udała! :D
Hmmm, nadal zostało mi jeszcze sporo ociepliny...
niedziela, 1 lutego 2015
Zaległe spódniczki
Przypomniałam sobie o jeszcze dwóch spódniczkach dla Młodej, których tu jeszcze nie pokazywałam. Obie powstały jeszcze latem. Pierwszą wydziergałam na drutach z bawełny własnoręcznie farbowanej na craftowym spotkaniu w lutym zeszłego roku (!). Zużyłam oba motki, i ten cały niebieski, i ten z dodatkiem różowego.
Wzór znalazłam na Ravelry, ale oczywiście już zupełnie nie pamiętam, jak się nazywał :(
Popełniłam jeden kluczowy błąd - przy pierwszym rozszerzeniu jakoś źle doczytałam i dodawałam zbyt często oczka, co zaowocowało znacznie większym rozkloszowaniem spódnicy i większym zużyciem włóczki.
Używałam naprzemiennie nitki z obu motków, żeby uzyskać ładne przejścia kolorów, bo już na początku widziałam, że jeden motek zdecydowanie nie wystarczy. Góra spódniczki jest wykończona plisą z wciągniętą gumką (to na tą gumkę spódniczka nie mogła się tak długo doczekać :)), a dół ma ładny ażurowy motyw, dzięki któremu brzeg się nie zwija.
Uwierzycie, że Młoda jeszcze nigdy jej nie ubrała? Jakoś ze spódniczkami nam nie po drodze - getry i bluzka to zdecydowanie łatwiejsze i wygodniejsze rozwiązanie ;) A może ma tu znaczenie moja własna, osobista awersja do rajstop?! Po prostu ich nienawidzę. Mam traumę z dzieciństwa, kiedy to mama kazała mi zakładać rajstopy, a ja dostawałam szału wciskając je na nogi i naciągając po pachy, grrrr. Do dzisiaj nie chodzę w ogóle w spódnicach :)
Drugą spódniczkę uszyłam na naukach u krawcowej. Szyta z półkola, u góry wciągnięta gumka. Czyli szybko i prosto. Na zdjęciu jest wygnieciona, bo nie miałam czasu wyciągać żelazka, wybaczcie. Z tego wykroju powstały potem spódniczka tiulowa i galowa.
Jedyny bajer to dwie kieszonki serduszka, obszyte taśmą z motylkami. I tu też całe wieki minęły, zanim się zebrałam w sobie i je doszyłam. Jakoś nigdy mi nie starcza zapału na żmudne wykończenie detali. W szafie straszy jeszcze jedna bluza z kapturem, do której muszę doszyć kieszenie i żakiet bez rękawów. Mam nadzieję, że Młoda z nich nie wyrośnie, zanim ich nie dokończę :)
Tej spódniczki Młoda też nie miała na sobie, bo raz, że wyszła trochę za duża (stan na zeszłe lato), to jak ją w końcu skończyłam, to już było za zimno, na taką letnią spódniczkę. Może kolejne lato będzie dla niej łaskawe :) Zwłaszcza, że Młoda zaczyna przejawiać ochotę do noszenia spódniczek i sukienek. To chyba zgubny wpływ koleżanek z przedszkola! :D
Wzór znalazłam na Ravelry, ale oczywiście już zupełnie nie pamiętam, jak się nazywał :(
Popełniłam jeden kluczowy błąd - przy pierwszym rozszerzeniu jakoś źle doczytałam i dodawałam zbyt często oczka, co zaowocowało znacznie większym rozkloszowaniem spódnicy i większym zużyciem włóczki.
Używałam naprzemiennie nitki z obu motków, żeby uzyskać ładne przejścia kolorów, bo już na początku widziałam, że jeden motek zdecydowanie nie wystarczy. Góra spódniczki jest wykończona plisą z wciągniętą gumką (to na tą gumkę spódniczka nie mogła się tak długo doczekać :)), a dół ma ładny ażurowy motyw, dzięki któremu brzeg się nie zwija.
Uwierzycie, że Młoda jeszcze nigdy jej nie ubrała? Jakoś ze spódniczkami nam nie po drodze - getry i bluzka to zdecydowanie łatwiejsze i wygodniejsze rozwiązanie ;) A może ma tu znaczenie moja własna, osobista awersja do rajstop?! Po prostu ich nienawidzę. Mam traumę z dzieciństwa, kiedy to mama kazała mi zakładać rajstopy, a ja dostawałam szału wciskając je na nogi i naciągając po pachy, grrrr. Do dzisiaj nie chodzę w ogóle w spódnicach :)
Drugą spódniczkę uszyłam na naukach u krawcowej. Szyta z półkola, u góry wciągnięta gumka. Czyli szybko i prosto. Na zdjęciu jest wygnieciona, bo nie miałam czasu wyciągać żelazka, wybaczcie. Z tego wykroju powstały potem spódniczka tiulowa i galowa.
Jedyny bajer to dwie kieszonki serduszka, obszyte taśmą z motylkami. I tu też całe wieki minęły, zanim się zebrałam w sobie i je doszyłam. Jakoś nigdy mi nie starcza zapału na żmudne wykończenie detali. W szafie straszy jeszcze jedna bluza z kapturem, do której muszę doszyć kieszenie i żakiet bez rękawów. Mam nadzieję, że Młoda z nich nie wyrośnie, zanim ich nie dokończę :)
Tej spódniczki Młoda też nie miała na sobie, bo raz, że wyszła trochę za duża (stan na zeszłe lato), to jak ją w końcu skończyłam, to już było za zimno, na taką letnią spódniczkę. Może kolejne lato będzie dla niej łaskawe :) Zwłaszcza, że Młoda zaczyna przejawiać ochotę do noszenia spódniczek i sukienek. To chyba zgubny wpływ koleżanek z przedszkola! :D
czwartek, 29 stycznia 2015
Pikowana torebka
Tegoroczna zima jakoś się nie popisała i mrozu jest jak na lekarstwo. A ja tu się przygotowałam na zimowe spacery, bo nie lubię, jak na mrozie torebki z pseudo skóry sztywnieją. Wymyśliłam sobie torebkę pikowaną. A że ja lubię sobie utrudniać życie, to nie kupiłam gotowej pikówki, tylko sobie ją sama zrobiłam :)
Kanapkę z takiego jakby atłasu, ociepliny i bawełny w szare prążki przepikowałam w rąby, a brzegi obrzuciłam na overlocku, żeby były ładnie wykończone, bo już nie dałam podszewki do środka. (Znów ukłon w stronę overlocka - poradził sobie z tyloma warstwami bez zająknięcia!)
W środku ręcznie (grrrrr, nienawidzę ręcznego szycia) naszyłam dwie kieszonki z bawełny w czerwone paski. Całość zapinana na zamek, żeby mi nic nie wypadło ze środka przy schylaniu się do wózkowego kosza.
Górę wykończyłam lamówką z tego samego materiału, co jest w środku. Tutaj już moja zwykła maszyna wymiękła i znów musiałam sama machać igłą.
Pasek jest dość długi, żeby swobodnie można było przełożyć torebkę przez ramię. Jeszcze tylko brakuje mi breloczka, dla łatwiejszego odpinania zamka ręką w rękawiczce :)
Jak tylko torebkę skończyłam szyć, to Młoda kategorycznie zażądała skrócenia paska i ją sobie przywłaszczyła :) Negocjacje, żeby mi jednak ją oddała były długie i zaciekłe :)
Jak już udało mi się ją odzyskać, to nawet M się dał namówić i cykną parę fotek torebki na ludziu :)
Rozmiar torebki jest w sam raz na portfel, telefon i klucze, bo czego potrzeba więcej na codziennych wózkowych spacerach.
Dzisiaj byłam na spotkaniu z panią psycholog w przedszkolu i po omówieniu wspaniałości Młodej usłyszałam, że nie wyglądam na zmęczoną i styraną życiem matkę przedszkolaka i niemowlaka! Tak po prawdzie, to jestem zmęczona, ale posiadanie twórczego hobby daje jednak niezłego kopa i dużo pozytywnej energii. Te parę minut wyrwane w ciągu dnia i spędzone przy maszynie albo drutach to jak zastrzyk czystych endorfin :) No i ta satysfakcja, że coś fajnego zrobiło się własnymi rękami! Czy Wy też tak macie?
P.S. Zapomniałam, że chciałam zgłosić torebkę na wyzwanie "Noworoczne postanowienie" na blogu Pomorze Craftuje. Jest to mój pierwszy całkowicie tegoroczny uszytek (jeszcze przed strojem galowym), a moje noworoczne postanowienie to więcej szyć i nauczyć się szyć ubrania - strój galowy to już realizacja tego postanowienia :)
Kanapkę z takiego jakby atłasu, ociepliny i bawełny w szare prążki przepikowałam w rąby, a brzegi obrzuciłam na overlocku, żeby były ładnie wykończone, bo już nie dałam podszewki do środka. (Znów ukłon w stronę overlocka - poradził sobie z tyloma warstwami bez zająknięcia!)
W środku ręcznie (grrrrr, nienawidzę ręcznego szycia) naszyłam dwie kieszonki z bawełny w czerwone paski. Całość zapinana na zamek, żeby mi nic nie wypadło ze środka przy schylaniu się do wózkowego kosza.
Górę wykończyłam lamówką z tego samego materiału, co jest w środku. Tutaj już moja zwykła maszyna wymiękła i znów musiałam sama machać igłą.
Pasek jest dość długi, żeby swobodnie można było przełożyć torebkę przez ramię. Jeszcze tylko brakuje mi breloczka, dla łatwiejszego odpinania zamka ręką w rękawiczce :)
Jak już udało mi się ją odzyskać, to nawet M się dał namówić i cykną parę fotek torebki na ludziu :)
Rozmiar torebki jest w sam raz na portfel, telefon i klucze, bo czego potrzeba więcej na codziennych wózkowych spacerach.
Dzisiaj byłam na spotkaniu z panią psycholog w przedszkolu i po omówieniu wspaniałości Młodej usłyszałam, że nie wyglądam na zmęczoną i styraną życiem matkę przedszkolaka i niemowlaka! Tak po prawdzie, to jestem zmęczona, ale posiadanie twórczego hobby daje jednak niezłego kopa i dużo pozytywnej energii. Te parę minut wyrwane w ciągu dnia i spędzone przy maszynie albo drutach to jak zastrzyk czystych endorfin :) No i ta satysfakcja, że coś fajnego zrobiło się własnymi rękami! Czy Wy też tak macie?
P.S. Zapomniałam, że chciałam zgłosić torebkę na wyzwanie "Noworoczne postanowienie" na blogu Pomorze Craftuje. Jest to mój pierwszy całkowicie tegoroczny uszytek (jeszcze przed strojem galowym), a moje noworoczne postanowienie to więcej szyć i nauczyć się szyć ubrania - strój galowy to już realizacja tego postanowienia :)
sobota, 24 stycznia 2015
Komin minky
W ramach dalszego testowania możliwości overlocka wsunęłam mu pod stopkę dwie warstwy polaru minky. Łyknął bez problemów i nawet czkawki nie miał :)
Mianowicie uszyłam dla Młodej komin na szyję. Jesienią chodziła w minkowej apaszce, ale zimą już było za zimno, a i w przedszkolu łatwiej jej samej przeciągnąć komin przez głowę, niż kombinować z zapinaniem chustki z tyłu szyi.
Z jednej strony jest szary minky w kropki, z drugiej granatowy, gładki minky. Dłużej zajęło mi wycinanie materiału, niż szycie na overlocku. Nie musiałam nawet zmieniać żadnych ustawień. Poszło szybko, sprawnie i przyjemnie. Takie robótki to ja lubię :) Młoda też bardzo zadowolona i chętnie go nosi.
I tak sobie myślę, że mnie też by się taki przydał na zimowe spacery z Młodym...
Mianowicie uszyłam dla Młodej komin na szyję. Jesienią chodziła w minkowej apaszce, ale zimą już było za zimno, a i w przedszkolu łatwiej jej samej przeciągnąć komin przez głowę, niż kombinować z zapinaniem chustki z tyłu szyi.
Z jednej strony jest szary minky w kropki, z drugiej granatowy, gładki minky. Dłużej zajęło mi wycinanie materiału, niż szycie na overlocku. Nie musiałam nawet zmieniać żadnych ustawień. Poszło szybko, sprawnie i przyjemnie. Takie robótki to ja lubię :) Młoda też bardzo zadowolona i chętnie go nosi.
I tak sobie myślę, że mnie też by się taki przydał na zimowe spacery z Młodym...
czwartek, 22 stycznia 2015
Strój galowy przedszkolaka
Dzisiaj odbyła się w przedszkolu impreza na dzień babci i dziadka, dzieci miały być ubrane na galowo. Kilka dni temu M się mnie zapytał w co Młoda się ubierze. Odpowiedziałam, że nie ma białej bluzki ani granatowej spódniczki. Na co M powiedział z oburzeniem: To uszyj! Ja, że nie mam materiału. Na to M: to jedź kupić, ja zostanę z Młodym! :)
I tym sposobem nabyłam po metrze białej etaminy i granatowego nie wiem czego, grunt, że materiały się nie gniotą (nienawidzę prasować, grrr). Do tego z kosza z końcówkami wygrzebałam po kawałku białego i niebieskiego tiulu. Łatwo nie było, ale zdążyłam na czas i Młoda miała na dzisiaj gotowy strój galowy:
Spódniczka szyta z półkola, na podszewkę naszyłam dwie falbany z niebieskiego tiulu i jedną z białego. Na obrzeżu spódniczki naszyłam białą tasiemkę. Na górze tunel z wciągniętą gumką. Cała spódniczka fajnie odstaje na boki i ślicznie się układa przy kręceniu :) Młoda chodziła w niej cały dzień i nawet w domu jej nie chciała zdjąć!
Z koszulą trochę więcej się namęczyłam. Wykrój z Burdy Moda dla dzieci 2/2014, oznaczony jako łatwy. Mając doświadczenia z ich rozmiarówką, z góry wybrałam mniejszy rozmiar i tym razem udało mi się trafić idealnie. Ja to jednak nie rozumiem burdowych instrukcji szycia. Normalnie jakby po chińsku to pisali. Jeszcze jakoś z rozcięciem sobie poradziłam, ale tak trochę na czuja robiłam. Za to tunel na tasiemkę to jakaś porażka. Wydawało mi się, że robię zgodnie z instrukcją, ale wyszedł jakiś ciaśniutki, bez szansy na wciągnięcie tasiemki. Musiałam całość wypruć, uciąć szerszą plisę i wszyć jeszcze raz. Na szczęście za drugim razem już wyszło ok.
Wszystkie szwy obrzuciłam na overlocku, co dało eleganckie i szybkie wykończenie. Muszę pochwalić moją nową maszynerię, bo bez żadnych zmian ustawień bez problemów poradziła sobie z tymi materiałami.
Młoda ma elegancki strój galowy, a ja jestem z siebie ogromnie dumna :D
I tym sposobem nabyłam po metrze białej etaminy i granatowego nie wiem czego, grunt, że materiały się nie gniotą (nienawidzę prasować, grrr). Do tego z kosza z końcówkami wygrzebałam po kawałku białego i niebieskiego tiulu. Łatwo nie było, ale zdążyłam na czas i Młoda miała na dzisiaj gotowy strój galowy:
Spódniczka szyta z półkola, na podszewkę naszyłam dwie falbany z niebieskiego tiulu i jedną z białego. Na obrzeżu spódniczki naszyłam białą tasiemkę. Na górze tunel z wciągniętą gumką. Cała spódniczka fajnie odstaje na boki i ślicznie się układa przy kręceniu :) Młoda chodziła w niej cały dzień i nawet w domu jej nie chciała zdjąć!
Z koszulą trochę więcej się namęczyłam. Wykrój z Burdy Moda dla dzieci 2/2014, oznaczony jako łatwy. Mając doświadczenia z ich rozmiarówką, z góry wybrałam mniejszy rozmiar i tym razem udało mi się trafić idealnie. Ja to jednak nie rozumiem burdowych instrukcji szycia. Normalnie jakby po chińsku to pisali. Jeszcze jakoś z rozcięciem sobie poradziłam, ale tak trochę na czuja robiłam. Za to tunel na tasiemkę to jakaś porażka. Wydawało mi się, że robię zgodnie z instrukcją, ale wyszedł jakiś ciaśniutki, bez szansy na wciągnięcie tasiemki. Musiałam całość wypruć, uciąć szerszą plisę i wszyć jeszcze raz. Na szczęście za drugim razem już wyszło ok.
Wszystkie szwy obrzuciłam na overlocku, co dało eleganckie i szybkie wykończenie. Muszę pochwalić moją nową maszynerię, bo bez żadnych zmian ustawień bez problemów poradziła sobie z tymi materiałami.
Młoda ma elegancki strój galowy, a ja jestem z siebie ogromnie dumna :D
wtorek, 20 stycznia 2015
Nerka łosia
Na urodziny siostry uszyłam dla niej nerkę i poduszkę z motywem łosia/jelenia. Dlaczego łoś/jeleń? Bo siostrze się marzy nowoczesna wersja głowy jelenia do powieszenia na ścianie. Trochę to za drogie, jak na moją kieszeń, więc dostała namiastkę :) A dlaczego nerka? Bo siostra ma dwa psy i chodzi z nimi na długie spacery po lesie, więc nerka sprawdza się w takich warunkach lepiej niż wszelkie torebki i plecaczki.
Swoją drogą, to nie znam się na zwierzętach, więc nie odróżniam czy to łoś, czy jeleń :) Ktoś wie?
Pierwszy raz szyłam nerkę, skorzystałam z instrukcji w Burdzie. Szyło się prosto, ale na drugi raz dokonałabym kilku modyfikacji. Tył i wieczko są z pseudo zamszowego materiału, przód z łosiem to jakiś grubszy materiał od teściowej. Mam nadzieję, że całość wytrzyma intensywne użytkowanie.
Jednocześnie te smutne oczy zwierzaka skojarzyły mi się z baśnią z dzieciństwa - jelonkiem Bambi, co idealnie wpisuje się w wyzwanie na blogu Pomorze Craftuje, więc zgłaszam pracę.
Swoją drogą, to nie znam się na zwierzętach, więc nie odróżniam czy to łoś, czy jeleń :) Ktoś wie?
Pierwszy raz szyłam nerkę, skorzystałam z instrukcji w Burdzie. Szyło się prosto, ale na drugi raz dokonałabym kilku modyfikacji. Tył i wieczko są z pseudo zamszowego materiału, przód z łosiem to jakiś grubszy materiał od teściowej. Mam nadzieję, że całość wytrzyma intensywne użytkowanie.
Jednocześnie te smutne oczy zwierzaka skojarzyły mi się z baśnią z dzieciństwa - jelonkiem Bambi, co idealnie wpisuje się w wyzwanie na blogu Pomorze Craftuje, więc zgłaszam pracę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































