Nimfa to skrót od nazwy chusty Nymphalidea Melindy Vermeer, którą wydziergałam w ramach razemrobienia z Intensywnie Kreatywną. Jak zwykle Agnieszka pokazała wszystko jasno i zrozumiale, więc dzierganie przebiegło miło i spokojnie, bez zgrzytania zębami :)
Wełny to Wool Jazz i Astral litewskiej Midary, druty nr 5.
Chusta wyszła ogromna - na płasko, bez specjalnego naciągania ma prawie 2,5 metra. Wełna jest dość sztywna i sama trzyma kształt, więc nie musiałam jej jakoś specjalnie naciągać przy blokowaniu - ot rozłożyłam na macie i lekko ponaciągałam, bez użycia szpilek. Ilość zamotu wokół szyi jest wreszcie zadowalająca i wszystko było by pięknie, gdyby nie to, że wełna koszmarnie gryzie. Może się przemogę i zniosę podgryzanie, a może będę zakładać pod spód golf :)
Do kompletu powstała czapka - zależalo mi, żeby zużyć resztę włóczki. Wiedziałam, że nie zniosę takiego gryzienia na czole, więc dodałam milutkie merino i wyszedł całkiem przyjemny pasiak. Trochę nie jestem zadowolona z kształtu czapy, ale ponieważ pierwszą wersję już raz prułam, to drugiej wersji już mi się nie chce pruć :) Dodałam pompon zrobiony na fajnym przyrządzie, który dostałam pod choinkę. Jednak wybrałam zbyt duży rozmiar i pompon wyszedł mega ciężki - żyje własnym życiem, gdy ruszam głową :)
Ciekawa jestem, czy będę tą czapkę nosiła, bo generalnie nie znoszę czapek - uważam, że wyglądam w nich jak idź stąd :)
Oczywiście Młoda też musiała wziąć udział w sesji, bo nie może być tak, że mama robi coś ciekawego bez niej :)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
niedziela, 11 stycznia 2015
Pierwsza bluzka uszyta na overlocku
No i pierwsze koty za płoty. Uszyłam sama, od A do Z bluzkę dla siebie. I to na nowym overlocku całość - tylko zamek wszyłam zwykłą maszyną :) Wykrój z Burdy Szkoła Szycia. W oryginale bluzka jest uszyta z cieniusieńkiej, przezroczystej dzianiny, ja użyłam trochę grubszej :)
Nie wiem, jak to jest, ale zawsze muszę sobie wszystko utrudnić :) Zamiast kupić odpowiednio duży kawał tkaniny, ja się bawię w wykorzystanie resztek. Tu musiałam się sporo nagłowić, jak pozszywać cienkie i długie pasy, tak aby można było coś z tego uszyć. Stąd też pojawiły się dodatkowe szwy na środku przodu, tyłu, na rękawach i na ramionach. A konsekwencją tego była zupełna zmiana sposobu szycia, w porównaniu z tym zaproponowanym w Burdzie. Nawet dekolt wykończyłam inaczej :)
Bluzka na wieszaku prezentuje się dość smętnie, a manekinem nie dysponuję, więc się przemogłam i zapozowałam :)
Materiał przypomina strukturą luźno dziergany sweter. Na szarej bazie ma nadrukowane czarne, świecące niby łuski węża. Trudno to było uchwycić na zdjęciu. Żeby ożywić trochę całość, to na plecach wszyłam czerwony zamek - służy li tylko ku ozdobie, bo dekolt i tak musiałam w stosunku do wykroju mocno powiększyć, żeby mi się w szyję nie wpijał.
Dół rękawów i bluzki obrzuciłam mereżką - bardzo fajny patent, bo nie trzeba nic podkładać. Muszę tylko pokombinować z ustawieniami overlocka, bo lekko się całość pofalowała.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona i z pierwszego uszytku dla siebie i ze sprawowania się mojej nowej maszynerii :)
Nie wiem, jak to jest, ale zawsze muszę sobie wszystko utrudnić :) Zamiast kupić odpowiednio duży kawał tkaniny, ja się bawię w wykorzystanie resztek. Tu musiałam się sporo nagłowić, jak pozszywać cienkie i długie pasy, tak aby można było coś z tego uszyć. Stąd też pojawiły się dodatkowe szwy na środku przodu, tyłu, na rękawach i na ramionach. A konsekwencją tego była zupełna zmiana sposobu szycia, w porównaniu z tym zaproponowanym w Burdzie. Nawet dekolt wykończyłam inaczej :)
Bluzka na wieszaku prezentuje się dość smętnie, a manekinem nie dysponuję, więc się przemogłam i zapozowałam :)
Materiał przypomina strukturą luźno dziergany sweter. Na szarej bazie ma nadrukowane czarne, świecące niby łuski węża. Trudno to było uchwycić na zdjęciu. Żeby ożywić trochę całość, to na plecach wszyłam czerwony zamek - służy li tylko ku ozdobie, bo dekolt i tak musiałam w stosunku do wykroju mocno powiększyć, żeby mi się w szyję nie wpijał.
Dół rękawów i bluzki obrzuciłam mereżką - bardzo fajny patent, bo nie trzeba nic podkładać. Muszę tylko pokombinować z ustawieniami overlocka, bo lekko się całość pofalowała.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona i z pierwszego uszytku dla siebie i ze sprawowania się mojej nowej maszynerii :)
środa, 7 stycznia 2015
Wygrana bransoletka
Krótko przed świętami wygrałam bransoletkę od Dominiki z Pracowni Garderoba - chwaliłam się tym tu :), a dzisiaj przesyłka do mnie dotarła! Listonosz zapukał przed południem, więc wyobrażacie sobie, jak cały dzień chodziłam w skowronkach :) Przesyłka była jak zwykle pięknie opakowana, sami zobaczcie:
Bransoletka jest przepiękna! Nie mogłam się powstrzymać i od razu ją założyłam. To nic, że cały dzień siedzę w domu w dresiku, a jedyny lans, jaki jest moim udziałem w ostatnim czasie, to spacer z wózkiem po dzielni. Ale jaką przyjemność mi dzisiaj sprawiło noszenie takiej błyskotki, podziwianie jej przy każdym ruchu ręką, słuchanie, jak srebrne ogniwka pobrzękują przy każdym ruchu ręki!!!
Musiałam nawet stoczyć bój z Młodą po jej powrocie z przedszkola, bo koniecznie chciała ją przymierzyć. A ja byłam wyrodną matką i jej nie dałam. Moja ci ona :)
Przy okazji zamówiłam u Dominiki serduszko z literką B jak Bartek, do mojej rodzinnej bransoletki. Teraz mam rodzinę w komplecie :)
Jeszcze raz Ci Dominiko pięknie dziękuję! Sprawiłaś mi ogromną frajdę :D
Bransoletka jest przepiękna! Nie mogłam się powstrzymać i od razu ją założyłam. To nic, że cały dzień siedzę w domu w dresiku, a jedyny lans, jaki jest moim udziałem w ostatnim czasie, to spacer z wózkiem po dzielni. Ale jaką przyjemność mi dzisiaj sprawiło noszenie takiej błyskotki, podziwianie jej przy każdym ruchu ręką, słuchanie, jak srebrne ogniwka pobrzękują przy każdym ruchu ręki!!!
Musiałam nawet stoczyć bój z Młodą po jej powrocie z przedszkola, bo koniecznie chciała ją przymierzyć. A ja byłam wyrodną matką i jej nie dałam. Moja ci ona :)
Przy okazji zamówiłam u Dominiki serduszko z literką B jak Bartek, do mojej rodzinnej bransoletki. Teraz mam rodzinę w komplecie :)
Jeszcze raz Ci Dominiko pięknie dziękuję! Sprawiłaś mi ogromną frajdę :D
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Trzecia ręka
Gdy byłam w ciąży, to się zastanawiałam, jak to będzie chodzić na spacery z wózkiem i Młodą biegającą dookoła samopas. Rozważałam zakup doczepki z kółkami do wózka, na której starsze dziecko może jechać, ale odstraszyła mnie cena i mała popularność tego rozwiązania w Polsce. Do tego zastanawiałam się, czy mi będzie wygodnie pchać taki "obładowany" wózek, jeśli normalnie kopię w tylną oś, bo robię tak długie kroki? A poza tym wiedziałam, że Młoda przynajmniej na początku będzie chciała koniecznie pchać wózek (stąd też decyzja o kupnie wózka z przegubową rączką).
Kiedyś widziałam u Pani Gadżet takie śmieszne coś, co się zawiesza na ramie wózka i starsze dziecko trzyma się takiego uchwytu idąc obok wózka. Szukałam w necie, ale znalazłam tylko jedną ofertę, która nie do końca mi odpowiadała. No to co zrobiłam? No oczywiście sama taki uchwyt wyprodukowałam! :D
Uchwyt jest uniwersalny - można go przekładać z jednej strony na drugą, bo jest zapinany na rzepa. Sama rączka jest mięciutka.
Pod miłą bawełenką znajduje się gruba ocieplina, a gdy całość się zabrudzi od małych rączek, to można materiał odpiąć, bo też jest zapinany na rzep. Prawda, że sprytne? :)
Kiedyś widziałam u Pani Gadżet takie śmieszne coś, co się zawiesza na ramie wózka i starsze dziecko trzyma się takiego uchwytu idąc obok wózka. Szukałam w necie, ale znalazłam tylko jedną ofertę, która nie do końca mi odpowiadała. No to co zrobiłam? No oczywiście sama taki uchwyt wyprodukowałam! :D
Młoda jest super zadowolona i gdy znudzi ją pchanie wózka to z radością chwyta za uchwyt :) Śmiejemy się, że to uchwyt, jak w tramwaju!
A ja jestem spokojna, że mi nie ucieknie i nie plącze się pod kołami wózka. Dobrze jest mieć w takich momentach trzecią rękę :)
Uchwyt jest uniwersalny - można go przekładać z jednej strony na drugą, bo jest zapinany na rzepa. Sama rączka jest mięciutka.
Pod miłą bawełenką znajduje się gruba ocieplina, a gdy całość się zabrudzi od małych rączek, to można materiał odpiąć, bo też jest zapinany na rzep. Prawda, że sprytne? :)
sobota, 3 stycznia 2015
Prezent dla Amelki
Na początku listopada (a termin porodu miałam na 8 listopada) Młoda była zaproszona na urodziny córki sąsiadki. Więc jak zwykle zmuszona byłam zasiąść do maszyny i coś uszyć. Wybór padł na polarowy kocyk i misia do kompletu. Za szycie zabrałam się w piątek i tak sobie szyłam, a skurcze powoli narastały :) Pod wieczór już były dość silne i częste, więc dałam za wygraną i nie dokończyłam już mordki misia. Pojechałam do szpitala, a nad ranem urodził się Młody. Tak więc Młoda z tatusiem pojechała na urodziny bez prezentu.
Z przyczyn oczywistych nie miałam potem za bardzo czasu na dokończenie roboty. Zmobilizowałam się dopiero na początku grudnia i misio zyskał na wyrazie twarzy.
Kocyk jest dosyć słusznych rozmiarów, podłużny, może też służyć jako narzuta na łóżeczko. Z jednej strony różowy polar, z drugiej tkanina bawełniana z Ikei.
Misio powstał z tego samego polaru, a brzuszek i mordka to biały polar minky. Oczy i nosek wyszyłam brązowym kordonkiem. Mam nadzieję, że wyszedł podobny do misiów?
Tak w sumie, to do dzisiaj nie wiem, czy się małej Amelce prezent spodobał...
Z przyczyn oczywistych nie miałam potem za bardzo czasu na dokończenie roboty. Zmobilizowałam się dopiero na początku grudnia i misio zyskał na wyrazie twarzy.
Kocyk jest dosyć słusznych rozmiarów, podłużny, może też służyć jako narzuta na łóżeczko. Z jednej strony różowy polar, z drugiej tkanina bawełniana z Ikei.
Misio powstał z tego samego polaru, a brzuszek i mordka to biały polar minky. Oczy i nosek wyszyłam brązowym kordonkiem. Mam nadzieję, że wyszedł podobny do misiów?
Tak w sumie, to do dzisiaj nie wiem, czy się małej Amelce prezent spodobał...
wtorek, 30 grudnia 2014
Mikołaj był w tym roku bardzo łaskawy!
Albo to ja byłam taka grzeczna :) W tym roku Mikołaj mi przyniósł overlocka! Cieszę się jak dziecko i każdą wolną chwilę spędzam przy maszynie, a tak właściwie to dwóch. Zostałam szczęśliwą posiadaczką overlocka Texi Pierrot. Kupiłam go w sklepie z maszynami w Gdyni i mogę z czystym sumieniem polecić ten sklep, bo pan mi zrobił półtoragodzinny instruktaż z używania overlocków.
Jechałam tam z nastawieniem, że kupimy Merylocka 848, bo tylko on był w zasięgu finansowym, a na miejscu pan mi jeszcze zaproponował maszynę firmy Texi, bo akurat miał ją w promocji. I tu był zonk, bo te maszyny różniły się dosłownie w kilku detalach i miałam zagwostkę co wybrać. Pan mi zaprezentował jak obie szyją i jak je poustawiać.
W końcu zdecydowałam się na Texi bo:
Tak się teraz prezentuje mój park maszynowy.
Po likwidacji biurka w sypialni (trzeba było zrobić miejsce na łóżeczko dla Młodego) musiałam się przenieść na stół w dużym pokoju.
A jak się szyje na overlocku Texi? Jak na razie to jestem zachwycona! Próbowałam już obrzucać różne rodzaje materiałów, od cienkiej dzianiny, przez zwykłą bawełnę, po grube polary i efekt jest super. Nawet nie musiałam zmieniać żadnych ustawień, żeby dostosować ścieg. Obrzuciłam też dzianinę mereżką i było to dziecinnie proste - na wszystkich pokrętłach jest oznaczenie R (jak rolowanie), co bardzo ułatwia odpowiednie ustawienie. Uszyłam już bluzkę z cienkiej dzianiny i polarowy komin dla Młodej. Na szczęście dostałam maszynę z już nawleczonymi nićmi i nie musiałam kombinować, jak to zrobić. Problem pojawił się dopiero, gdy chciałam zmienić kolor nici. Instrukcja pod tym względem nie jest zbyt wylewna, a obrazki są marnej jakości. Zastosowałam sposób pokazany mi przez krawcową z przywiązaniem i przeciągnięciem nici, ale coś mi z jedną nie poszło (oczywiście tą najbardziej skomplikowaną :) Kilka razy już mi się wydawało, że dobrze nawlekłam, a i tak zrywało nić. Dopiero mój M. zareagował na moje zgrzytanie zębami i jemu się oczywiście udało! Już wiem, kto będzie mi zmieniał nici.
Tak więc przyszły rok zapowiada się szyciowo! :D
Jechałam tam z nastawieniem, że kupimy Merylocka 848, bo tylko on był w zasięgu finansowym, a na miejscu pan mi jeszcze zaproponował maszynę firmy Texi, bo akurat miał ją w promocji. I tu był zonk, bo te maszyny różniły się dosłownie w kilku detalach i miałam zagwostkę co wybrać. Pan mi zaprezentował jak obie szyją i jak je poustawiać.
W końcu zdecydowałam się na Texi bo:
- ma wolne ramię,
- prostszą wymianę stopki,
- pokrętła do regulacji ustawione w rzędzie po jednej stronie (Merylock miał dwa po przeciwnych stronach, a trzecie pokrętło ukryte),
- przycisk do zwolnienia naprężaczy nici, co ułatwia przewlekanie nici przy zmianie koloru,
- nóż blokowany na przycisk.
Tak się teraz prezentuje mój park maszynowy.
Po likwidacji biurka w sypialni (trzeba było zrobić miejsce na łóżeczko dla Młodego) musiałam się przenieść na stół w dużym pokoju.
A jak się szyje na overlocku Texi? Jak na razie to jestem zachwycona! Próbowałam już obrzucać różne rodzaje materiałów, od cienkiej dzianiny, przez zwykłą bawełnę, po grube polary i efekt jest super. Nawet nie musiałam zmieniać żadnych ustawień, żeby dostosować ścieg. Obrzuciłam też dzianinę mereżką i było to dziecinnie proste - na wszystkich pokrętłach jest oznaczenie R (jak rolowanie), co bardzo ułatwia odpowiednie ustawienie. Uszyłam już bluzkę z cienkiej dzianiny i polarowy komin dla Młodej. Na szczęście dostałam maszynę z już nawleczonymi nićmi i nie musiałam kombinować, jak to zrobić. Problem pojawił się dopiero, gdy chciałam zmienić kolor nici. Instrukcja pod tym względem nie jest zbyt wylewna, a obrazki są marnej jakości. Zastosowałam sposób pokazany mi przez krawcową z przywiązaniem i przeciągnięciem nici, ale coś mi z jedną nie poszło (oczywiście tą najbardziej skomplikowaną :) Kilka razy już mi się wydawało, że dobrze nawlekłam, a i tak zrywało nić. Dopiero mój M. zareagował na moje zgrzytanie zębami i jemu się oczywiście udało! Już wiem, kto będzie mi zmieniał nici.
Tak więc przyszły rok zapowiada się szyciowo! :D
sobota, 27 grudnia 2014
Razempoduchowanie
W ramach Razempoduchowania powstała warkoczowa poducha. Intensywnie Kreatywna zalecała użycie akrylu, aby ładnie uwypuklić wzór warkoczy, ja jednak wyszperałam ze strychu mamy pięć motków czystej wełny, jeszcze z jakiś poniemieckich zapasów. Ponieważ to były małe motki, po 50g i wełna była dość gryząca, to nie było mi żal przeznaczyć ją na poduszkę. Dziergało się ją dość szybko i przyjemnie, chociaż warkocze wymagały skupienia i zaglądania do schematów. Zużyłam praktycznie wszystkie pięć motków - został malutki kłębuszek.
Z rozmiarem się lekko rozjechałam, bo planowałam malutką poduszkę, a wchodzi w nią wkład 40x40cm i to ze sporym luzem (pewnie wkład 50x50 był by bardziej odpowiedni). Dodatkowo wełna się po upraniu jeszcze rozciągnęła, chociaż nie naciągałam jej przy blokowaniu, jedynie suszyłam rozłożoną na płasko.
Ponieważ nie przepadam za rozpoczynaniem robótki na prowizorycznych łańcuszkach, to użyłam fantastycznej metody podwójnego nabierania oczek (link tu) i od razu miałam ładnie połączony dół przodu i tyłu. Górę poduchy zamknęłam zszywając żywe oczka, więc nawet się nie da rozpoznać, gdzie był początek i koniec :) Całość była robiona na okrągło, więc uniknęłam brzydkich szwów. Tył jest zapinany na cztery guziczki.
Poduszkę skończyłam dziergać jeszcze przed porodem, czyli w październiku, ale długo się naczekała na upranie i doszycie guzików. Pięknie się prezentuje na kanapie, chociaż mój M. marudzi, że przybyła kolejna poducha, a dopiero co eksmitował większość zalegających na kanapie :)
Z rozmiarem się lekko rozjechałam, bo planowałam malutką poduszkę, a wchodzi w nią wkład 40x40cm i to ze sporym luzem (pewnie wkład 50x50 był by bardziej odpowiedni). Dodatkowo wełna się po upraniu jeszcze rozciągnęła, chociaż nie naciągałam jej przy blokowaniu, jedynie suszyłam rozłożoną na płasko.
Ponieważ nie przepadam za rozpoczynaniem robótki na prowizorycznych łańcuszkach, to użyłam fantastycznej metody podwójnego nabierania oczek (link tu) i od razu miałam ładnie połączony dół przodu i tyłu. Górę poduchy zamknęłam zszywając żywe oczka, więc nawet się nie da rozpoznać, gdzie był początek i koniec :) Całość była robiona na okrągło, więc uniknęłam brzydkich szwów. Tył jest zapinany na cztery guziczki.
Poduszkę skończyłam dziergać jeszcze przed porodem, czyli w październiku, ale długo się naczekała na upranie i doszycie guzików. Pięknie się prezentuje na kanapie, chociaż mój M. marudzi, że przybyła kolejna poducha, a dopiero co eksmitował większość zalegających na kanapie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























