środa, 11 listopada 2015

Dresik w pandy

Wybraliśmy się wczoraj, niczym rasowa, polska rodzina, na lans po galerii handlowej. Kiedyś z shoppingu wracałam z całymi naręczami ciuchów dla siebie, ale odkąd zaczęłam szyć, to jakoś nic z sieciówek mnie już nie zadowala. Jakość materiałów pozostawia wiele do życzenia - jakieś takie cieniutkie i szmatławe są te ubrania, mam wrażenie, że po kilku praniach taka koszulka, czy bluza się po prostu rozpadnie. A i krój nigdy tak do końca na mnie dobrze nie leży. Zawsze największy problem mam z rękawami - wyglądają, jak z młodszej siostry. Dziecięce ubranka są trochę lepsze, ale ich cena znacznie przekracza to, ile muszę zapłacić za te marne pół metra materiału, z którego mogę uszyć coś dzieciakom. Tak więc z galerii wyszłam z pustymi rękami, ale za to ze zdwojoną motywacją usiadłam potem do maszyny!



To chyba mój pierwszy całościowy dresik. Były albo spodnie, albo bluzy. A teraz jest komplet. I chyba tylko dlatego, że upolowałam przecenioną dresówkę, która miała mieć jakieś plamy, ale ja się na dwóch metrach żadnych nie dopatrzyłam :)


Oba wykroje pochodzą z Ottobre 1/2015. Bluza ma prostą konstrukcję, bo jest krojona od razu z rękawami. To ona poszła na pierwszy ogień szycia z Ottobre, bo nie byłam pewna, czy rozmiar będzie ok, no i w ogóle, miałam lekkiego pietra :) Jak się okazało, obawy były nieuzasadnione. Rozmiarówka jest ok - wybrałam rozmiar większy, bo Młody szybko rośnie. W przeciwieństwie do Burdy, tutaj ubrania mają normalne proporcje, a nie są tak koszmarnie szerokie.


Prostotę bluzy postanowiłam przełamać jakimś kolorowym akcentem, więc domalowałam pandom bambusowy krzaczek :)


Ściągacze są zielone, dodatkowo wszystkie przeszycia są również zrobione zieloną nitką.


Spodnie to ten sam wykrój, co potworne gacie i de facto powstały jako pierwsze. Wykrój przewiduje kieszenie, ale tak po prawdzie, to po co rocznemu dziecku kieszenie, zostały tylko wloty, jako atrapa :)


Szwy w kroku są wzmocnione ściegiem ozdobnym.


Nadal jakoś nie mogę się przekonać do tej śmiesznej wstawki w kroku.


Ale faktycznie, Młody może spokojnie zrobić szpagat i nic go nie będzie krępować.


Nogawki są podłożone i przeszyte podwójną igłą, ale myślę, że ściągacze lepiej się sprawdzają, bo nogawki się tak nie zsuwają na stopy.


No i co, wyszło lepiej niż z sieciówki?!
A temat opłacalności szycia dla dzieci podjęła niedawno Mondfee. Ciekawa jestem Waszych wniosków.

11 komentarzy:

  1. Tak, wyszło lepiej i taniej! Mnie też przerażają te ceny w sieciówkach, chociaż wiem, że można i tanio coś kupić. I ta jakość nie zawsze taka super... i te poskręcane szwy boczne po kilku praniach... i małe dziurki na bluzkach robiące się na środku przodu czy rękawa nie wiadomo dlaczego... Co raz rzadziej kupuję w sklepach. A ostatnio nawet pomyślałam, że pozbędę się z szafy większości ubrań bo i tak nie noszę, bo przy każdym coś nie tak.... Może czas wyposażyć soją garderobę we wszystkie ubrania szyte na miarę- przez siebie! Może wtedy będę miała w końcu się w co ubrać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by dopiero było - mieć w szafie tylko ubrania uszyte przez siebie! Może powinnyśmy sobie zrobić takie postanowienia noworoczne? :)

      Usuń
  2. Francja elegancja! Bardzo dobrze, że galeriane łowy nieudane, dzięki temu powstał pandres! Genialny i ten bambusek :) Super to wymyśliłaś.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja od wczoraj szukałam ładnego patentu na ten owal w kroku ;) ładne te krzyżyki :) I super pomysł z bambusem! Fajnie ożywia całość i ładnie współgra z wlotem udawanych kieszeni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Takiego dresu w żadnej galerii nie ma :)

      Usuń
  4. Super!A skąd masz wykrój? Zapraszam również na mojego bloga: www.macierzynstwo-raz.blogspot.com. Dopiero co zaczęłam przygodę, ale pierwszy tutorial szyciowy już jest! Ponadto opisuje również inne sprawy związane z macierzyństwem :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...