Patchwork kusi mnie od dawna. Popełniłam już kilka mniejszych projektów (kocyk dla Uli, poduszkę). Kiedyś zabrałam się za większą narzutę - pozszywałam górną część i dolną, nawet poskładałam je w kanapkę, ale nie starczyło mi odwagi, żeby zabrać się za pikowanie. Całość leży w kącie poskładana w kostkę, niczym wielki wyrzut sumienia. Boję się, że przy pikowaniu wszystko się pomarszczy i zepsuję cały efekt. Poczyniłam więc też kilka wprawek w pikowaniu (na tej torebce i wnętrzu tej torby i poddupniku), więc może w końcu się odważę :P
Kiedyś spróbowałam swych sił w technice paper piecing (powstała świąteczna makatka) i bardzo mi się to spodobało, ale to zdecydowanie robota dla kopciuszka, a nie zabieganej matki polki :) Tak też mi się jawiły quilty z ręcznie zszywanych heksagonów - piękne, ale straszliwie pracochłonne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 sierpnia 2016
piątek, 19 grudnia 2014
Nie taki diabeł straszny czyli technika paper piecing
Oglądam sobie różne blogi i podziwiam piękne patchworkowe prace, a w szczególności te wykonane w technice paper piecing. Zawsze sądziłam, że to za wysokie progi na moje marne patchworkowe umiejętności i nawet nie próbowałam zgłębić tematu. Aż tu natknęłam się na Last minute Christmas Sampler QAL na blogu Julianny i piękny blok z moim ulubionym motywem konika Dala. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i albo pierwszy raz uszyję coś w tej technice, albo polegnę :)
Choinki były pierwszym i najprostszym blokiem, ale mi uszycie ich zajęło najwięcej czasu. Potem już było trochę szybciej.
Miałam dylemat jak przepikować ten quilt, żeby nie popsuć bloków i ich nie zagłuszyć. Ostatecznie się zdecydowałam na niewielkie przepikowania wokół całych bloków.
Dookoła bloków przyszyłam ramkę z zielonej tkaniny - zużyłam ją praktycznie do końca, tak, że nie starczyło mi już na długie boki. Poratowałam się wstawiając szare kwadraciki na rogach i muszę przyznać, że to dodało uroku całości. Czyli nie ma tego złego...
Lamówkę udało mi się przyszyć w "prawie" niewidoczny sposób, a w sieci znalazłam sposób na idealne i proste wszycie jej na narożnikach. Kolejna nowa umiejętność zdobyta :)
Efekt jest jak dla mnie super i pewnie jeszcze coś uszyję w tej technice. Na razie muszę dać odpocząć oczom, bo to jednak strasznie mrówcza robota. A makatka na swoim miejscu docelowym prezentuje się tak:
Wspominałam, że miałam tylko jeden odcień zielonego materiału, a potrzebne były dwa. No to chwyciłam za farby do tkanin i kawałek jasnego zielonego przemalowałam na ciemny zielony :) Potrzeba matką wynalazku!
Swoją makatkę zgłaszam do konkursu u Julianny.
Okazało się, że to nie takie straszne i chyba sobie poradziłam :) Wykorzystałam trzy bloki przygotowane przez Juliannę i uszyłam z nich coś, co na własne potrzeby nazwałam makatką. Makatka zawisła na drzwiach wejściowych i stanowi piękną dekorację świąteczną. A ja pękam z dumy, za każdym razem, gdy spojrzę w kierunki drzwi!
Musiałam kupić materiały w świątecznych kolorach, bo nie miałam żadnych odpowiednich w swoich zapasach. Udało mi się trafić na prześliczne śnieżynki na szarym tle i czerwony w białe, drobne kropeczki. Tylko z zielonym miałam problem, bo był tylko jeden, zupełnie gładki. Ale z tym sobie poradziłam, o czym będzie za chwilę. Poniżej zbliżenia na każdy blok. Cały czas mnie zdumiewa, z ilu drobnych kawałeczków się składają :)
Choinki były pierwszym i najprostszym blokiem, ale mi uszycie ich zajęło najwięcej czasu. Potem już było trochę szybciej.
Miałam dylemat jak przepikować ten quilt, żeby nie popsuć bloków i ich nie zagłuszyć. Ostatecznie się zdecydowałam na niewielkie przepikowania wokół całych bloków.
Dookoła bloków przyszyłam ramkę z zielonej tkaniny - zużyłam ją praktycznie do końca, tak, że nie starczyło mi już na długie boki. Poratowałam się wstawiając szare kwadraciki na rogach i muszę przyznać, że to dodało uroku całości. Czyli nie ma tego złego...
Lamówkę udało mi się przyszyć w "prawie" niewidoczny sposób, a w sieci znalazłam sposób na idealne i proste wszycie jej na narożnikach. Kolejna nowa umiejętność zdobyta :)
Efekt jest jak dla mnie super i pewnie jeszcze coś uszyję w tej technice. Na razie muszę dać odpocząć oczom, bo to jednak strasznie mrówcza robota. A makatka na swoim miejscu docelowym prezentuje się tak:
Wspominałam, że miałam tylko jeden odcień zielonego materiału, a potrzebne były dwa. No to chwyciłam za farby do tkanin i kawałek jasnego zielonego przemalowałam na ciemny zielony :) Potrzeba matką wynalazku!
Swoją makatkę zgłaszam do konkursu u Julianny.

czwartek, 9 października 2014
Patchworkowa poducha a zachcianki ciężarnej :)
Ósmy miesiąc ciąży, to już nie byle co. Szczególnie, gdy Młody siedzi głową w dół, a nogami fika mi po żebrach. W takich warunkach siedzieć na zwykłym krześle się po prostu nie da. Moim ulubionym stał się ikeowski fotel bujak z lekko odchylonym do tyłu oparciem. Ale nadal mi jeszcze do pełni szczęścia brakowało podparcia pod lędźwie, więc mi się zachciało odpowiedniej poduszki - dużej, ale jednocześnie dość płaskiej. Oczywiście z mnóstwa poduch w domu nie pasowała mi żadna :) No to sobie uszyłam!
Jestem dumna jak nie wiem co, bo to już jest patchwork pełną gębą :) Pomiędzy pasy (jakżeby inaczej, ikeowskiego) materiału z napisami wszyłam pasy niebieskiego gładkiego (to tak niby ma nawiązywać do pasiastego dywanu :P Przód przepikowałam z ociepliną po niebieskich pasach. Aż sama się nie mogę nadziwić, że tak równo wyszło :)
Tył jest cały z gładkiego niebieskiego materiału. Nie chciałam wydziwiać z zapięciami, więc zrobiłam na zakładkę, ale trochę się rozłazi i widać bebechy poduchowego wkładu. Chyba pomyślę nad guzikami...
Maszynę mam już znów sprawną, w głowie mnóstwo pomysłów, tylko sił na wszystko nie starcza... Najwyższa pora przygotować wyprawkę dla Młodego, no i uszyć poduchę do karmienia... :D
Jestem dumna jak nie wiem co, bo to już jest patchwork pełną gębą :) Pomiędzy pasy (jakżeby inaczej, ikeowskiego) materiału z napisami wszyłam pasy niebieskiego gładkiego (to tak niby ma nawiązywać do pasiastego dywanu :P Przód przepikowałam z ociepliną po niebieskich pasach. Aż sama się nie mogę nadziwić, że tak równo wyszło :)
Tył jest cały z gładkiego niebieskiego materiału. Nie chciałam wydziwiać z zapięciami, więc zrobiłam na zakładkę, ale trochę się rozłazi i widać bebechy poduchowego wkładu. Chyba pomyślę nad guzikami...
Maszynę mam już znów sprawną, w głowie mnóstwo pomysłów, tylko sił na wszystko nie starcza... Najwyższa pora przygotować wyprawkę dla Młodego, no i uszyć poduchę do karmienia... :D
czwartek, 4 września 2014
Prawie patchwork
Jeszcze w lipcu, przed wyjazdem na Mazury uszyłam Młodej kocyk. I to nie byle jaki, bo prawie patchworkowy! Prawie, bo nie zawiera w sobie ociepliny i go nie pikowałam. Ale jednak patchwork, bo składa się z pozszywanych kwadratów (czego się strasznie obawiałam :)
Przy szyciu musiałam się przeprosić z żelazkiem (o, jak ja nienawidzę prasować!!!!) Ale było warto, bo wyszło w miarę prosto :)
Nawet nie powiem ile mi zajęło wycinanie tych wszystkich kwadratów (i ile razy się pomyliłam w wymiarach, hi hi).
Żeby nie było wątpliwości, że kocyk jest dziewczęcy, to nie zabrakło ślicznej turkusowej kokardki :)
Od spodu jest podszyty polarem minky - jest cieplutki i mięciutki. Młoda bardzo chętnie spała pod takim kocykiem w cieplejsze dni, gdy na kołdrę było za gorąco.
Materiały we wzorki kupiłam w pobliskiej hurtowni tkanin, jednak nie mogłam u nich znaleźć odpowiedniego materiału na obramowanie. Z pomocą przyszła mi zawartość strychu mamy :) Znalazł się u niej ogromny kupon starej bawełny w idealnie pasującym odcieniu błękitu! A materiał ma chyba więcej lat niż ja! Muszę się bliżej przyjrzeć materiałom zalegającym u mamy! :D
Jeszcze sporo rzeczy stworzonych w wakacje mi zostało do pokazania, więc przygotujcie się na posty zaczynające się od: Jeszcze w lipcu/sierpniu...
Przy szyciu musiałam się przeprosić z żelazkiem (o, jak ja nienawidzę prasować!!!!) Ale było warto, bo wyszło w miarę prosto :)
Nawet nie powiem ile mi zajęło wycinanie tych wszystkich kwadratów (i ile razy się pomyliłam w wymiarach, hi hi).
Żeby nie było wątpliwości, że kocyk jest dziewczęcy, to nie zabrakło ślicznej turkusowej kokardki :)
Od spodu jest podszyty polarem minky - jest cieplutki i mięciutki. Młoda bardzo chętnie spała pod takim kocykiem w cieplejsze dni, gdy na kołdrę było za gorąco.
Materiały we wzorki kupiłam w pobliskiej hurtowni tkanin, jednak nie mogłam u nich znaleźć odpowiedniego materiału na obramowanie. Z pomocą przyszła mi zawartość strychu mamy :) Znalazł się u niej ogromny kupon starej bawełny w idealnie pasującym odcieniu błękitu! A materiał ma chyba więcej lat niż ja! Muszę się bliżej przyjrzeć materiałom zalegającym u mamy! :D
Jeszcze sporo rzeczy stworzonych w wakacje mi zostało do pokazania, więc przygotujcie się na posty zaczynające się od: Jeszcze w lipcu/sierpniu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















