poniedziałek, 5 stycznia 2015

Trzecia ręka

Gdy byłam w ciąży, to się zastanawiałam, jak to będzie chodzić na spacery z wózkiem i Młodą biegającą dookoła samopas. Rozważałam zakup doczepki z kółkami do wózka, na której starsze dziecko może jechać, ale odstraszyła mnie cena i mała popularność tego rozwiązania w Polsce. Do tego zastanawiałam się, czy mi będzie wygodnie pchać taki "obładowany" wózek, jeśli normalnie kopię w tylną oś, bo robię tak długie kroki? A poza tym wiedziałam, że Młoda przynajmniej na początku będzie chciała koniecznie pchać wózek (stąd też decyzja o kupnie wózka z przegubową rączką).
Kiedyś widziałam u Pani Gadżet takie śmieszne coś, co się zawiesza na ramie wózka i starsze dziecko trzyma się takiego uchwytu idąc obok wózka. Szukałam w necie, ale znalazłam tylko jedną ofertę, która nie do końca mi odpowiadała. No to co zrobiłam? No oczywiście sama taki uchwyt wyprodukowałam! :D


Młoda jest super zadowolona i gdy znudzi ją pchanie wózka to z radością chwyta za uchwyt :) Śmiejemy się, że to uchwyt, jak w tramwaju!


A ja jestem spokojna, że mi nie ucieknie i nie plącze się pod kołami wózka. Dobrze jest mieć w takich momentach trzecią rękę :)


Uchwyt jest uniwersalny - można go przekładać z jednej strony na drugą, bo jest zapinany na rzepa. Sama rączka jest mięciutka.


Pod miłą bawełenką znajduje się gruba ocieplina, a gdy całość się zabrudzi od małych rączek, to można materiał odpiąć, bo też jest zapinany na rzep. Prawda, że sprytne? :)


sobota, 3 stycznia 2015

Prezent dla Amelki

Na początku listopada (a termin porodu miałam na 8 listopada) Młoda była zaproszona na urodziny córki sąsiadki. Więc jak zwykle zmuszona byłam zasiąść do maszyny i coś uszyć. Wybór padł na polarowy kocyk i misia do kompletu. Za szycie zabrałam się w piątek i tak sobie szyłam, a skurcze powoli narastały :) Pod wieczór już były dość silne i częste, więc dałam za wygraną i nie dokończyłam już mordki misia. Pojechałam do szpitala, a nad ranem urodził się Młody. Tak więc Młoda z tatusiem pojechała na urodziny bez prezentu.


Z przyczyn oczywistych nie miałam potem za bardzo czasu na dokończenie roboty. Zmobilizowałam się dopiero na początku grudnia i misio zyskał na wyrazie twarzy.


Kocyk jest dosyć słusznych rozmiarów, podłużny, może też służyć jako narzuta na łóżeczko. Z jednej strony różowy polar, z drugiej tkanina bawełniana z Ikei.


Misio powstał z tego samego polaru, a brzuszek i mordka to biały polar minky. Oczy i nosek wyszyłam brązowym kordonkiem. Mam nadzieję, że wyszedł podobny do misiów?


Tak w sumie, to do dzisiaj nie wiem, czy się małej Amelce prezent spodobał...

wtorek, 30 grudnia 2014

Mikołaj był w tym roku bardzo łaskawy!

Albo to ja byłam taka grzeczna :) W tym roku Mikołaj mi przyniósł overlocka! Cieszę się jak dziecko i każdą wolną chwilę spędzam przy maszynie, a tak właściwie to dwóch. Zostałam szczęśliwą posiadaczką overlocka Texi Pierrot. Kupiłam go w sklepie z maszynami w Gdyni i mogę z czystym sumieniem polecić ten sklep, bo pan mi zrobił półtoragodzinny instruktaż z używania overlocków.


Jechałam tam z nastawieniem, że kupimy Merylocka 848, bo tylko on był w zasięgu finansowym, a na miejscu pan mi jeszcze zaproponował maszynę firmy Texi, bo akurat miał ją w promocji. I tu był zonk, bo te maszyny różniły się dosłownie w kilku detalach i miałam zagwostkę co wybrać. Pan mi zaprezentował jak obie szyją i jak je poustawiać.



W końcu zdecydowałam się na Texi bo:

  • ma wolne ramię, 
  • prostszą wymianę stopki, 
  • pokrętła do regulacji ustawione w rzędzie po jednej stronie (Merylock miał dwa po przeciwnych stronach, a trzecie pokrętło ukryte), 
  • przycisk do zwolnienia naprężaczy nici, co ułatwia przewlekanie nici przy zmianie koloru,
  • nóż blokowany na przycisk. 
Minusem jest brak pojemnika na ścinki i dołączonych dodatkowych stopek. Tak po prawdzie to brak pojemnika mi nie przeszkadza, a stopkę do wszywania wypustek (tylko na tej mi zależało) pan dorzucił gratis :) Dostałam też lepszą pęsetę do przewlekania nici.

Tak się teraz prezentuje mój park maszynowy.


Po likwidacji biurka w sypialni (trzeba było zrobić miejsce na łóżeczko dla Młodego) musiałam się przenieść na stół w dużym pokoju.


A jak się szyje na overlocku Texi? Jak na razie to jestem zachwycona! Próbowałam już obrzucać różne rodzaje materiałów, od cienkiej dzianiny, przez zwykłą bawełnę, po grube polary i efekt jest super. Nawet nie musiałam zmieniać żadnych ustawień, żeby dostosować ścieg. Obrzuciłam też dzianinę mereżką i było to dziecinnie proste - na wszystkich pokrętłach jest oznaczenie R (jak rolowanie), co bardzo ułatwia odpowiednie ustawienie. Uszyłam już bluzkę z cienkiej dzianiny i polarowy komin dla Młodej. Na szczęście dostałam maszynę z już nawleczonymi nićmi i nie musiałam kombinować, jak to zrobić. Problem pojawił się dopiero, gdy chciałam zmienić kolor nici. Instrukcja pod tym względem nie jest zbyt wylewna, a obrazki są marnej jakości. Zastosowałam sposób pokazany mi przez krawcową z przywiązaniem i przeciągnięciem nici, ale coś mi z jedną nie poszło (oczywiście tą najbardziej skomplikowaną :) Kilka razy już mi się wydawało, że dobrze nawlekłam, a i tak zrywało nić. Dopiero mój M. zareagował na moje zgrzytanie zębami i jemu się oczywiście udało! Już wiem, kto będzie mi zmieniał nici.

Tak więc przyszły rok zapowiada się szyciowo! :D

sobota, 27 grudnia 2014

Razempoduchowanie

W ramach Razempoduchowania powstała warkoczowa poducha. Intensywnie Kreatywna zalecała użycie akrylu, aby ładnie uwypuklić wzór warkoczy, ja jednak wyszperałam ze strychu mamy pięć motków czystej wełny, jeszcze z jakiś poniemieckich zapasów. Ponieważ to były małe motki, po 50g i wełna była dość gryząca, to nie było mi żal przeznaczyć ją na poduszkę. Dziergało się ją dość szybko i przyjemnie, chociaż warkocze wymagały skupienia i zaglądania do schematów. Zużyłam praktycznie wszystkie pięć motków - został malutki kłębuszek.


Z rozmiarem się lekko rozjechałam, bo planowałam malutką poduszkę, a wchodzi w nią wkład 40x40cm i to ze sporym luzem (pewnie wkład 50x50 był by bardziej odpowiedni). Dodatkowo wełna się po upraniu jeszcze rozciągnęła, chociaż nie naciągałam jej przy blokowaniu, jedynie suszyłam rozłożoną na płasko.


Ponieważ nie przepadam za rozpoczynaniem robótki na prowizorycznych łańcuszkach, to użyłam fantastycznej metody podwójnego nabierania oczek (link tu) i od razu miałam ładnie połączony dół przodu i tyłu. Górę poduchy zamknęłam zszywając żywe oczka, więc nawet się nie da rozpoznać, gdzie był początek i koniec :) Całość była robiona na okrągło, więc uniknęłam brzydkich szwów. Tył jest zapinany na cztery guziczki.


Poduszkę skończyłam dziergać jeszcze przed porodem, czyli w październiku, ale długo się naczekała na upranie i doszycie guzików. Pięknie się prezentuje na kanapie, chociaż mój M. marudzi, że przybyła kolejna poducha, a dopiero co eksmitował większość zalegających na kanapie :)

piątek, 26 grudnia 2014

Jeszcze trochę świątecznych klimatów

Na Święta czeka się z wytęsknieniem, a potem jakoś tak szybko przemijają. Całe to zamieszanie z szykowaniem Wigilii, gotowaniem, sprzątaniem i pakowaniem prezentów jakoś przyćmiewa faktyczne świętowanie, bo człowiek jest już po prostu zmęczony. Dlatego jakoś mnie naszło, żeby przytrzymać jeszcze świąteczny nastrój. W drugi dzień Świąt polukrowałam na spokojnie trochę pierniczków i porobiłam kilka fotek :) No dobra, nawet sporo, a nie kilka :) Miłego oglądania...









Błękitną tacę z reniferami (nie widać ich, bo są zakryte pierniczkami), błękitne zawieszki na choinkę i świecę-skrzata dostałam w prezencie od szwagierki. Jak zwykle zna mój gust i idealnie trafia z prezentami :) O podobieństwie świadczy także to, iż obie zupełnie niezależnie od siebie kupiłyśmy to samo na prezent mojej siostrze :D Trzeba było zobaczyć jej minę, gdy rozpakowała paczki. Bezcenne!

wtorek, 23 grudnia 2014

Armia piernikowych ludzików

Prezenty zapakowane i dostarczone do Świętego Mikołaja, pierniki upieczone, choinka połowicznie ubrana (zawiesiłam lampki i szklane bombki na górze choinki, a jutro z Młodą powiesimy na dole drewniane i inne nietłukące się ozdóbki). Lampki powieszone w oknach niezmiernie fascynują Młodego i może się długo w nie wpatrywać, dając trochę luzu rodzicom. Czyli czuć atmosferę świąt :)


Piernikowe ludziki to Pepparkory z przepisu Liski z White Plate. Piekłam je już kilka lat temu i bardzo nam smakowały, postanowiłam więc powtórzyć przepis. Nowością w tym roku było użycie melasy z karobu - moje najnowsze kulinarne odkrycie. Natomiast pozostałe pierniki to wersja gryczana tradycyjnych ciasteczek. Przepis zaczerpnęłam z Lawendowego Domu. Pierników od jakiegoś czasu nie lukruję, bo są i tak słodkie, a poza tym nie mam na to czasu :)


Chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze świąteczne życzenia, żeby ten czas był dla Was okazją do odpoczynku i zatrzymania się w codziennym pędzie. Żeby można się było nacieszyć obecnością bliskich i wspólnie spędzonym czasem. A Nowy Rok niech Wam przyniesie spełnienie marzeń - tych wielkich i tych zupełnie malutkich!


Trzymajcie się ciepło, mimo tej niezimowej aury za oknem :)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Cuda się zdarzają!

Sama w to nie wierzę, ale dzisiaj jest po prostu dzień pełen cudów!

Cud nr 1:
Wiecie jak to jest - człowiek zapisuje się na różne candy i rozdawajki wszelakie, ale tak na prawdę wie, że i tak nic nigdy nie wygra. A tu niespodzianka! Wygrałam cudną bransoletkę robioną przez Dominikę z Pracowni Garderoba :)


Jej prace są boskie. Od dawna je podziwiam i nawet mam jedną bransoletkę, którą pokazywałam tu. Z niecierpliwością będę wypatrywać listonosza. Dziękuję Ci, Dominiko!!!

Cud nr 2;
Wyrwałam się dzisiaj z domu na błyskawiczne zakupy (Młody był tak łaskawy, że zechciał zostać w domu z tatusiem i nie wołać o cyca :)) i postanowiłam zaryzykować i zajrzeć do mojej fryzjerki. Zawsze do niej są długie kolejki, a już w takim gorącym, przedświątecznym czasie to już w szczególności. A moja grzywka od dawna zagląda mi w oczy i woła o ścięcie. No więc wchodzę do salonu bez żadnych złudzeń i większych nadziei, a tu się okazuje, że umówiona klientka nie przyszła i moja fryzjerka jest wolna! Jupi :D

Cud nr 3:
Za usługę podcięcia grzywki fryzjerka nie chciała zapłaty. To chyba ta magia Świąt zadziałała :)

Tak więc, dzisiaj jest na prawdę cudowny dzień! Mam nadzieję, że Wam też się dzisiejszy dzień udał :)

***

Z dialogów Młodej:
"A u świnki Pepy był Mikołaj. Wszedł przez komin. Chyba zapomniał, że są dźwiczki." :D

No i Młoda uparcie twierdzi, że Mikołaj przyniesie jej w tym roku lizaka ;) Oby zawsze miała tak proste życzenia i małe wymagania :D

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...