Patataj, patataj
pojedziemy w cudny kraj
I znów uszytek dla Młodej :) Tym razem zaistniała paląca potrzeba wyprodukowania konika. Co prawda Młoda jeszcze na żywo żadnego nie widziała, ale rytmiczne podskakiwanie przemawia chyba do wszystkich dzieci! Konik jest trochę ułomny, bo ma tylko dwie nogi i jedno ucho, ale można nim robić patataj :) Może kiedyś osiągnę takie zdolności szyciowe, że bedę w stanie wyprodukować coś bardziej skomplikowanego.
Konik powstał z gwiazdkowego polaru kupionego w tanim armanim, guziki z zapasów mamy, a "gjiwa" i "odon" z futerka od teściowej :)
Nowa przytulanka zdetronizowała Zuzię i jest obecnie numerem jeden do zasypiania. Ba, konik nawet jako pierwszy musi przymierzyć kapcie, zanim Młoda je założy :) Nawet bajki z nami czyta!
No to patataj :)
wtorek, 4 marca 2014
poniedziałek, 3 marca 2014
Newslettery to zło!!!
A już szczególnie te ze sklepów z włóczkami!!! Wodzą człowieka na pokuszenie i łamią silną wolę i wszystkie noworoczne postanowienia!!! No bo przecież mam w piwnicy kilka sporych kartonów z mnóstwem włóczek po przodkach - solennie sobie obiecałam, że już więcej nie kupię ani jednego motka, dopóki nie przerobię chociaż niewielkiej części tych zapasów (w końcu piwnica z gumy nie jest!). A tu pyk - przychodzi taki niewinny e-mail i kusi promocją -25%. No to tylko sobie zajrzę, bo przecież nie mam zamiaru nic kupować. I już moje wybredne kolorystycznie oko wyłapuje przepiękną włóczkę w interesującym połączeniu turkusu z fioletem. No to może wrzucę do koszyka chociaż jeden jedyny moteczek, bo tak po prawdzie, to chciałam kupić dłuższą żyłkę, no a przecież nie będę płacić za przesyłkę więcej niż ta żyłka jest warta! (Tak sobie w duchu tłumaczę, aby stłamsić wyrzuty sumienia).
Ale, ale - tylko co ja właściwie zrobię z jednym maleńkim (bo zaledwie 50g) moteczkiem?! No to ruszyła maszyna i zaczęło się główkowanie. A że niedawno w ramach eksperymentu nabyłam Burda druty i oczka (albo jakoś tak), to i szybko się znalazł interesujący model pseudo sweterka. Co prawda oryginał jest z grubej włóczki, a ja tu chcę cienką, ale jak przerobię na grubych drutach, to wyjdzie taka lekka okrywajka-plecogrzejka. Taaa, tylko nie mam grubych drutów - to siup jedne do koszyka, plus te 4(!!!) zjawiskowe motki. Przydałby się w sumie jeszcze specjalistyczny płyn do prania tych wszystkich cudnych włóczek i tym sposobem wyszły całkiem pokaźne zakupy - a przecież ja nie miała zamiaru nic kupować!!!!!
Czy wy też tak macie?
Ja się chyba wypiszę z tych wszystkich newsletterów!
A w dodatku po otwarciu przesyłki nastąpiło wielkie rozczarowanie :( Na zdjęciach włóczka wygląda dużo jaśniej, z przewagą turkusu, a w rzeczywistości jest bardzo ciemna, tylko z niewielkimi pasami turkusu. Kolor był opisany jako turkus z fioletem, a tu też mamy butelkowo zielony i różne inne odcienie pośrednie. Dla porównania możecie zajrzeć na stronę sklepu. Włóczka jest też bardzo zmienna w grubości włókna. Na szczęście przy przerabianiu na grubych drutach mi to nie przeszkadza, ale gdybym robiła na cienkich to bym się chyba załamała :( W dodatku każdy motek zaczyna się od innego koloru, więc ciężko je do siebie dopasować. Natrafiłam też już na supeł, a dopiero zaczęłam dziergać. Mam nadzieję, że w noszeniu włóczka się sprawdzi dobrze, pomimo tych pierwszych rozczarowań.
P.S. Moje sutaszowe kolczyki wygrały wyzwanie Żyj kolorowo na Pomorskie Craftuje!!!!
Ale, ale - tylko co ja właściwie zrobię z jednym maleńkim (bo zaledwie 50g) moteczkiem?! No to ruszyła maszyna i zaczęło się główkowanie. A że niedawno w ramach eksperymentu nabyłam Burda druty i oczka (albo jakoś tak), to i szybko się znalazł interesujący model pseudo sweterka. Co prawda oryginał jest z grubej włóczki, a ja tu chcę cienką, ale jak przerobię na grubych drutach, to wyjdzie taka lekka okrywajka-plecogrzejka. Taaa, tylko nie mam grubych drutów - to siup jedne do koszyka, plus te 4(!!!) zjawiskowe motki. Przydałby się w sumie jeszcze specjalistyczny płyn do prania tych wszystkich cudnych włóczek i tym sposobem wyszły całkiem pokaźne zakupy - a przecież ja nie miała zamiaru nic kupować!!!!!
Czy wy też tak macie?
Ja się chyba wypiszę z tych wszystkich newsletterów!
A w dodatku po otwarciu przesyłki nastąpiło wielkie rozczarowanie :( Na zdjęciach włóczka wygląda dużo jaśniej, z przewagą turkusu, a w rzeczywistości jest bardzo ciemna, tylko z niewielkimi pasami turkusu. Kolor był opisany jako turkus z fioletem, a tu też mamy butelkowo zielony i różne inne odcienie pośrednie. Dla porównania możecie zajrzeć na stronę sklepu. Włóczka jest też bardzo zmienna w grubości włókna. Na szczęście przy przerabianiu na grubych drutach mi to nie przeszkadza, ale gdybym robiła na cienkich to bym się chyba załamała :( W dodatku każdy motek zaczyna się od innego koloru, więc ciężko je do siebie dopasować. Natrafiłam też już na supeł, a dopiero zaczęłam dziergać. Mam nadzieję, że w noszeniu włóczka się sprawdzi dobrze, pomimo tych pierwszych rozczarowań.
P.S. Moje sutaszowe kolczyki wygrały wyzwanie Żyj kolorowo na Pomorskie Craftuje!!!!
wtorek, 25 lutego 2014
Breloczek co miał być brązowo-fioletowy
I powstał kolejny breloczek. Fajnie, bo szybko się je robi :)
Miał być brązowy z domieszką fioletu, ale odcienie, które posiadam zupełnie ze sobą nie współgrały. Więc wyszedł głównie fioletowy :D
W realu fajnie się błyszczy, ale na zdjęciach jak zwykle tego nie widać :(
Mam nadzieję, że taka zmiana kolorów przypadnie do gustu zamawiającej :)
Miał być brązowy z domieszką fioletu, ale odcienie, które posiadam zupełnie ze sobą nie współgrały. Więc wyszedł głównie fioletowy :D
W realu fajnie się błyszczy, ale na zdjęciach jak zwykle tego nie widać :(
Mam nadzieję, że taka zmiana kolorów przypadnie do gustu zamawiającej :)
piątek, 21 lutego 2014
Bursztynowa bransoletka
Ciotka od której dostałam maszynę do szycia jest przewodnikiem po Trójmieście i jako lokalna patriotka nosi głównie bursztynową biżuterię. A że w grudniu (!) miała urodziny, obiecałam, że zrobię jej pasującą bransoletkę :)
Zapięcie oczywiście magnetyczne, jest dość gruba. Kolory określiłabym jako słońce w bursztynie :D
Odcieni koralików jest tu sporo, ale ciężko im zrobić zadowalające zdjęcie :( Kiedy w końcu wyjdzie słońce???
Zapięcie oczywiście magnetyczne, jest dość gruba. Kolory określiłabym jako słońce w bursztynie :D
Odcieni koralików jest tu sporo, ale ciężko im zrobić zadowalające zdjęcie :( Kiedy w końcu wyjdzie słońce???
czwartek, 20 lutego 2014
Proste bransoletki
Na szybko powstały dwie bransoletki. Jedna to zwykły gruby rzemyk z zapięciem na wciskany sztyft. Do tego koralik pandoropodobny. Całość bardzo prosta, ale jak dla mnie idealna :) Nosi się bardzo wygodnie, a do tego świetnie się komponuje z innymi bransoletkami.
Druga powstała z tego tutorialu. Wykorzystałam lampwork Yennene i kuleczkowe łańcuszki z butów - wiedziałam, że w końcu na coś się przydadzą :)
Taka prosta plecionka, a całkiem miło się ją robiło.
Mam pomysł na jeszcze kilka podobnych plecionek, tylko gdzie znaleźć czas na to wszystko?!
Druga powstała z tego tutorialu. Wykorzystałam lampwork Yennene i kuleczkowe łańcuszki z butów - wiedziałam, że w końcu na coś się przydadzą :)
Taka prosta plecionka, a całkiem miło się ją robiło.
Mam pomysł na jeszcze kilka podobnych plecionek, tylko gdzie znaleźć czas na to wszystko?!
środa, 19 lutego 2014
Ręcznie farbowana ściereczka do naczyń
Pamiętacie nasze styczniowe craftowe spotkanie i ręcznie farbowane włóczki/materiały? Z najmniejszej szmatki od razu powstało bardzo praktyczne coś - przecież żadna kuchnia nie może się obejść bez ściereczki do wycierania naczyń!
Nawet kolory się idealnie zgrały - farbowanie wyszło w żółte plamy na błękitnym tle :)
Ja tylko obrzuciłam brzegi żeby się nie strzępiło i doszyłam rzepa do mocowania (Jakoś żadne haczyki w zabawce dla dwulatki do mnie nie przemawiały)
Młoda jest bardzo zadowolona i użytkuje rzecz zgodnie z przenaczeniem :D
A żeby nikt nam nie zarzucił, że wychowujemy przyszłą Matkę Polkę, co tylko w garach by siedziała, to dodam, że ostatnio często się zdarzają awarie autka - trzeba wtedy auto ustawić na kanał i wyciągnąć skrzynkę z narzędziami :) A, wizyty hydraulika w kuchni też bywają, bo Młoda zgłasza, że woda jest tylko zimna i też trzeba kluczem francuskim pomajstrować pod zlewem :D
Nawet kolory się idealnie zgrały - farbowanie wyszło w żółte plamy na błękitnym tle :)
Ja tylko obrzuciłam brzegi żeby się nie strzępiło i doszyłam rzepa do mocowania (Jakoś żadne haczyki w zabawce dla dwulatki do mnie nie przemawiały)
Młoda jest bardzo zadowolona i użytkuje rzecz zgodnie z przenaczeniem :D
A żeby nikt nam nie zarzucił, że wychowujemy przyszłą Matkę Polkę, co tylko w garach by siedziała, to dodam, że ostatnio często się zdarzają awarie autka - trzeba wtedy auto ustawić na kanał i wyciągnąć skrzynkę z narzędziami :) A, wizyty hydraulika w kuchni też bywają, bo Młoda zgłasza, że woda jest tylko zimna i też trzeba kluczem francuskim pomajstrować pod zlewem :D
poniedziałek, 17 lutego 2014
Kosz na ziemniaki i 11 kłębków szczęścia
Już jakiś czas temu dostałam od mamy stary kosz do zbierania ziemniaków. Przeleżał sobie w piwnicy, nabrał mocy urzędowej, aż w końcu się zebrałam w sobie i go pieczołowicie wyczyściłam. Teraz się pięknie prezentuje :)
Jeszcze się zastanawiam, czy by go nie poprzecierać białą farbą, ale chyba zostawię, tak jak jest. Jak myślicie?
A w sumie to mnie zmotywowała dostawa grubych, bawełnianych sznurków, o których już myślałam od długiego czasu, ale nie mogłam znaleźć w żadnym sklepie. I teraz mam 11 kłębków wymarzonego sznurka! Niedawno udało mi się zakupić grubaśne szydełka i mogę zacząć dziergać kosze...
Jeszcze się zastanawiam, czy by go nie poprzecierać białą farbą, ale chyba zostawię, tak jak jest. Jak myślicie?
A w sumie to mnie zmotywowała dostawa grubych, bawełnianych sznurków, o których już myślałam od długiego czasu, ale nie mogłam znaleźć w żadnym sklepie. I teraz mam 11 kłębków wymarzonego sznurka! Niedawno udało mi się zakupić grubaśne szydełka i mogę zacząć dziergać kosze...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















