poniedziałek, 10 stycznia 2011

Super-sobota

To była najlepsza sobota od dawna! W ostatniej chwili dowiedziałam się o spotkaniu trójmiejskich filcomaniaczek, które umówiły się na wspólne filcowanie płaszczy. Udało mi się dołączyć do nich chociaż na jeden dzień. I tak poznałam Jolę, Anię i dwie Małgosie (jedna przyjechała aż z Wrocławia!). Był to cudowny dzień, w przemiłym towarzystwie, które zmobilizowało mnie do kulania przez prawie 11 godzin! Chociaż nie podjęłam wyzwania i nie zdecydowałam się ukulać płaszcza, to zyskałam jednak mnóstwo wiedzy i nowych doświadczeń. Miałam okazję na żywo pomacać cudownie mięciutką australijską wełenkę, różne dodatki w postaci jedwabiów, kulek, loków i innych. Doświadczenie bezcenne :)
Ale dość już zachwytów, sami zobaczcie zdjęcia drużyny filcującej przy pracy:



 Więcej zdjęć do zobaczenia na blogu Plastusi.

A to już moje dzieło - torebka w fazie wstępnej :). Ukulałam jeszcze mitenki - dziękuję bardzo Małgosi za użyczenie mi cudownie mięciutkiej i milutkiej czesanki, bo z hiszpańskiej nigdy bym ich nie założyła - za bardzo gryzą :)
Zdjęcia gotowej torebki i mitenek wkrótce - wymagają jeszcze wykończenia.

środa, 5 stycznia 2011

Uwiłam wianek

Dawno, dawno temu uwiłam wianek. Z gałązek, opleciony kremowymi pasmami trawy jakiejś tam. I tak sobie leżał i leżał, i czekał na zmiłowanie. Nie miałam zupełnie pojęcia co z nim dalej zrobić. Już miałam go nawet wyrzucić bo denerwowało mnie przekładanie go z kąta w kąt. A tu przed świętami ni z tego, ni z owego przyszło natchnienie - ubrać go w białe piórka... Zapał twórczy mnie ogarnął, ręce rwały się do roboty, a tu wianka nie ma. Zginął, przepadł, diabli wzieli. Zaczełam się nawet podejrzewać o skleroze - może go wyrzuciłam w trakcie przeprowadzki? Sprawę uratował M: "Przecież wianek leży na szafie i zawsze spada, jak chcę zdjąć pudło z szafy" powiedział. Uff, błogość na mnie spłyneła i z błyskiem w oku zabrałam się do dzieła. Wianek został ukończony:


W bajce udział wzięły: białe sprężyste drewienka, plastikowy sznur korali ze sklepu indyjskiego, transparentne koraliki wszelakie, drucik srebrny, w roli głównej - białe pióra, w roli drugoplanowej trochę brokatu. Wieczorna pora opowiadania bajki nie służy robieniu zdjęć i nie oddaje w pełni urody wianka.

THE END :)

środa, 29 grudnia 2010

Produkcja świąteczna

Jakoś tak wyszło, że kobitki upodobały sobie naszyjniki materiałowe i przed świętami miałam do zrobienia kilka sztuk w różnych wariantach kolorystycznych. Żeby Was nie zanudzać pokażę je wszystkie za jednym zamachem:

granatowe z różowym koralem ceramicznym


błękitne z niebieskimi koralikami



i zielone z beżowym kamieniem



środa, 22 grudnia 2010

Brochogigantus

Pierwsza tak duża broszka w moim wykonaniu. Ma około 15cm i jest dość przestrzenna - chociaż tego na zdjęciu akurat nie widać. Jest wrzosowo-szara z dodatkami turkusu. Wewnątrz kwiatków są pasemka jedwabiu. Broszka ma służyć do spinania płaszcza, więc dlatego ma tak solidne rozmiary.

Tęsknie już do światła letniego - zimą robienie zdjęć to jakaś masakra :(

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Swetr na metr

Mała zajawka ukończonego dzieła - sweter długaśny (2 metry 40 cm) do poskładania jak łamigłówka :) Zajmował mi ostatnie zimowe popołudnia i jednocześnie dostarczał dreszczyku emocji - starczy wełny, czy nie starczy :P Starczyło, sweter a właściwie o kamizelka już jest pozszywany, czeka jeszcze na obfocenie.


Jeszcze zdjęcie pokazujące długość swetra:

:)

środa, 8 grudnia 2010

Wrzosowe koraluchy

Model juz znany, ale tym razem w nowych kolorach:

Kolory w realu troche cieplejsze szaro-wrzosowo-różowe, z niewielkim akcentem granatu.

P.S. Dawno juz nie bralam udzialu w zadnym candy, wiec sprobowalam u Licho Nie Spi. Moze sie uda :)

piątek, 26 listopada 2010

Sloneczne koraluszki

Dawno jakoś nie robiłam nic z filcu. Może przez to, że jestem ostatnio zaganiana, a na jedno filcowe posiedzenie trzeba poświęcić minimum godzinkę, bo inaczej to nie ma co całego warsztatu rozkładać. Bardziej mi pasowały druty, bo można na chwilke przysiąść w fotelu i machnąć kilka rządków, bez robienia wielkiego bałaganu. Zbliżam się już do końca dzieła, więc niedługo pokażę, a w między czasie pokaże korale, kóre niedawno udało mi się ukończyć:

Koraluch wyszyty jest cekinami, koralikami przywiezionymi z pchlego targu w Berlinie, a na środku jest kawałek nursztynu od siostry :) Aha, kwiatkowe cekinki tez sa z Berlina.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...