Siostra kupiła sobie czapkę, która bardzo mi się spodobała. Więc czym prędzej chwyciłam za druty, z zamiarem zrobienia sobie takiej samej. Sprawa wyglądała na bardzo prostą, ale po pierwszym rzucie oka nastąpiły kolejne, bo jednak to nie było takie proste.
Po pierwsze w ściągacz gumka była wrobiona, a nie wszyta, więc postanowiłam użyć techniki tymczasowego nabrania oczek na szydełkowy łańcuszek (podobnie, jak się zaczyna chusty).
Po drugie, okazało się, że to nie proste przerobienie oczek raz na prawo, raz na lewo, a coś bardziej skomplikowanego. Po zasięgnięciu porady wójka Googla, uznałam, że to musi być ścieg patentowy. Po kilku próbach (dokładnie trzech :) trafiłam na przyjaznego tutoriala, który dawał dokładnie taki efekt, jaki chciałam. Ścieg patentowy okazał się być bardzo włóczkożerny i pierwszej wełny mi nie starczyło, bo miałam tylko jeden motek i musiałam zaczynać robótkę od początku z innej wełny.
Jedynym czego nie udało mi się rozpracować, było jak przerabiać ten ścieg na okrągło. Ostatecznie zdecydowałam się dziergać na płasko, a potem czapkę zszyć.
Druty nr 4, włóczka ONLine Kaschmerino (14% Kaszmir, 56% Merino, 30% akryl) nabyta kiedyś na ciuchach.
I wszystko było by pięknie, gdyby nie to, że włóczka okazała się dość ciężka i czapka nieprzyjemnie ciągnie do tyłu, wpijając się gumką w czoło :( A główną zaletą oryginału była lekkość formy, dająca efekt nieprzygniatania grzywki! Tak więc chyba powędruje do sprócia (dobrze, że w końcu nie zdążyłam zrobić pompona :)
Ale finał opowieści jest jednak pozytywny! Siostra po wizycie w Londku przywiozła mi prześliczne skórzane rękawiczki, w moim ostatnio ulubionym odcieniu niebieskiego, który okazał się być identyczny z odcieniem czapki. Tak więc siostrze nie pozostało nic innego, tylko podarować mi również czapkę!!! (Przyszło jej to o tyle łatwo, iż całkiem niedawno dostała ode mnie czapkę, którą zrobiłam ze dwa lata temu i jakoś jej nie nosiłam, a jej przypasowała idealnie :)
Dla ścisłości dodam tylko, że chyba żadne zdjęcie nie oddaje prawdziwego koloru włóczek - najbliżej rzeczywistości jest chyba ostatnie zdjęcie.
Pozdrawiam Was serdecznie i pędzę dalej dziergać Razempetki!
poniedziałek, 4 lutego 2013
piątek, 11 stycznia 2013
Mini Annis
Pierwsze postanowienie noworoczne wypełnione :) Zblokowałam chustę!
Wzór to Annis. Bardzo mi się spodobała nietypowym kształtem - nie do końca trójkątna. Myślałam o jej zrobieniu już od jakiegoś czasu, ale lekko mnie przerażały rzędy skrócone. W końcu chwyciłam byka za rogi i korzystając z tego tutka popełniłam kolejną chustę.
Bardzo mi się podobają w gotowej chuście nuppki, ale masakrycznie się je robi. W końcu posiłkowałam się bardzo cienkim drutem, żeby zebrać wszystkie nitki. Ale warto było!
Chusta wyszła niezaduża - przez chwilę myślałam, że będzie za mała, ale po zblokowaniu wyszła ok - taka na niewielkie chłody, bardziej dla ozdoby. Użyłam grubszej wełny i cieńszych drutów niż zalecane, próbka wyszła mi w miarę w podobnym rozmiarze, ale całość już niestety wyszła sporo mniejsza niż oryginał.
Przy blokowaniu widać dokładnie jej kształt. Powinnam trochę ją rozciągnąć na boki, ale zabrakło mi pianki, no i zależało mi, żeby całość ukryć pod łóżkiem, tak aby Młoda Skrzetuska nie dobrała się do tych wszystkich szpilek.
W sumie rzędy skrócone okazały się nie takie straszne. Muszę tylko poszukać jakiejś lepszej metody zawracania, bo przy tej brzydko widać miejsca, w których była zmiana kierunku dziergania.
Włóczka to Baby Merino Dropsa. Zużyłam coś ponad półtora motka. Druty nr 5. Niestety włóczka po zblokowaniu straciła swoją miękkość i puchatość i obecnie jest taka bardziej sztywna i sznurkowata. Szkoda.
Tradycyjnie już zdjęcia nie do końca oddają kolor wełny - jest wspaniale, soczyście zielona. Został mi jeszcze jeden motek - może starczy na mitenki do kompletu?
Wzór to Annis. Bardzo mi się spodobała nietypowym kształtem - nie do końca trójkątna. Myślałam o jej zrobieniu już od jakiegoś czasu, ale lekko mnie przerażały rzędy skrócone. W końcu chwyciłam byka za rogi i korzystając z tego tutka popełniłam kolejną chustę.
Bardzo mi się podobają w gotowej chuście nuppki, ale masakrycznie się je robi. W końcu posiłkowałam się bardzo cienkim drutem, żeby zebrać wszystkie nitki. Ale warto było!
Chusta wyszła niezaduża - przez chwilę myślałam, że będzie za mała, ale po zblokowaniu wyszła ok - taka na niewielkie chłody, bardziej dla ozdoby. Użyłam grubszej wełny i cieńszych drutów niż zalecane, próbka wyszła mi w miarę w podobnym rozmiarze, ale całość już niestety wyszła sporo mniejsza niż oryginał.
Przy blokowaniu widać dokładnie jej kształt. Powinnam trochę ją rozciągnąć na boki, ale zabrakło mi pianki, no i zależało mi, żeby całość ukryć pod łóżkiem, tak aby Młoda Skrzetuska nie dobrała się do tych wszystkich szpilek.
W sumie rzędy skrócone okazały się nie takie straszne. Muszę tylko poszukać jakiejś lepszej metody zawracania, bo przy tej brzydko widać miejsca, w których była zmiana kierunku dziergania.
Włóczka to Baby Merino Dropsa. Zużyłam coś ponad półtora motka. Druty nr 5. Niestety włóczka po zblokowaniu straciła swoją miękkość i puchatość i obecnie jest taka bardziej sztywna i sznurkowata. Szkoda.
Tradycyjnie już zdjęcia nie do końca oddają kolor wełny - jest wspaniale, soczyście zielona. Został mi jeszcze jeden motek - może starczy na mitenki do kompletu?
środa, 2 stycznia 2013
I po świętach :)
Po częstotliwości wpisów na blogu (od ponad miesiąca zero nowych postów) widać, że wróciłam do pracy i ilość mojego wolnego czasu skurczyła się do zera :) Na froncie robótek coś tam się dzieje, ale pełznie tak powoli, że nawet za bardzo nie ma się czym chwalić. Sweterek dla Młodej Skrzetuskiej, który został rozpoczęty latem, ukończony jesienią, nie może doczekać się wszycia guzików. Ale po pierwsze przestał mi się podobać, bo nie wyszedł, jak zakładałam, a po drugie już właściwie Młoda Skrzetuska z niego najprawdopodobniej wyrosła, więc po co go kończyć??? Chusta dla mnie została również skończona, ale niestety wyszła ciut przymała i jakoś nie mogę się zebrać do jej zblokowania. Eh.
A sytuacji nie poprawia fakt, że po ponad rocznym odwyku od klimatyzacji w pracy przyplątało mi się choróbsko. Trzyma mnie już trzeci tydzień, tak więc Sylwestra i Nowy Rok spędziłam w łóżku :( Ale widzę jasną stronę tej sytuacji - może się w końcu zbiorę w sobie i wykończę niedokończone robótki?
Poddając się fali blogowych podsumowań 2012 roku i ja takowego dokonam :) Udało mi się osiągnąć zamierzony cel - napisałam więcej postów niż w roku poprzednim (58 kontra 37 wpisów), a co za tym idzie więcej rzeczy wytworzyłam :) Niestety zupełnie porzuciłam filcowanie i decoupage, na rzecz drutów i szydełka. Co w sumie jest dość zrozumiałe - przy niemowlaku w domu raczej nie ma czasu na rozkładanie warsztatu :) a za druty można złapać w każdej wolnej=krótkiej chwili. Sporo się też działo na froncie kuchennym - siedzenie w domu sprzyja eksperymentom kulinarnym. Było również wiele relacji foto, w czym dopomógł nowy aparat (notabene minął rok, a ja nadal nie przeczytałam instrukcji obsługi i trzaskam zdjęcia na automacie - wstyd). Nowością były projekty szyciowe- dzięki wydartej mojej mamie maszynie. Mama już się o nią coraz częściej upomina, ale ciotka mnie wsparła swoją starą - niedługo wróci do mnie po przeglądzie. Więc w nowym roku będzie się działo!
P.S. Zapisałam się na candy u Eight!
A sytuacji nie poprawia fakt, że po ponad rocznym odwyku od klimatyzacji w pracy przyplątało mi się choróbsko. Trzyma mnie już trzeci tydzień, tak więc Sylwestra i Nowy Rok spędziłam w łóżku :( Ale widzę jasną stronę tej sytuacji - może się w końcu zbiorę w sobie i wykończę niedokończone robótki?
Poddając się fali blogowych podsumowań 2012 roku i ja takowego dokonam :) Udało mi się osiągnąć zamierzony cel - napisałam więcej postów niż w roku poprzednim (58 kontra 37 wpisów), a co za tym idzie więcej rzeczy wytworzyłam :) Niestety zupełnie porzuciłam filcowanie i decoupage, na rzecz drutów i szydełka. Co w sumie jest dość zrozumiałe - przy niemowlaku w domu raczej nie ma czasu na rozkładanie warsztatu :) a za druty można złapać w każdej wolnej=krótkiej chwili. Sporo się też działo na froncie kuchennym - siedzenie w domu sprzyja eksperymentom kulinarnym. Było również wiele relacji foto, w czym dopomógł nowy aparat (notabene minął rok, a ja nadal nie przeczytałam instrukcji obsługi i trzaskam zdjęcia na automacie - wstyd). Nowością były projekty szyciowe- dzięki wydartej mojej mamie maszynie. Mama już się o nią coraz częściej upomina, ale ciotka mnie wsparła swoją starą - niedługo wróci do mnie po przeglądzie. Więc w nowym roku będzie się działo!
P.S. Zapisałam się na candy u Eight!
niedziela, 25 listopada 2012
Szalik liściowy
Komplet jesienny dla Młodej Skrzetuskiej skończony! Nawet udało mi się zakończyć przed nadejściem zimy, co przy moim tempie prac wcale nie było takie oczywiste. Komplet skłąda się z szalika i rękawiczek na sznurku.
W rzeczywistości kolor jest intensywnie fioletowy, ale mój aparat bardzo nie lubi fioletów i wygrywa każdą batalię o dostrojenie barw. (Dużo lepiej kolor wyszedł na zdjęciu w tym poście).Wełna to Merino Extra Fine Dropsa, druty 3,5mm. Zużyłam pełne dwa motki.
Z rękawiczek jestem bardzo zadowolona. Rozmiar wyszedł idealny, bardzo ładnie też udało mi się uformować zakończenie na palce.
Natomiast przy szaliku zupełnie nieświadomie utrudniłam sobie życie. Wzór liścia pochodzi z czapeczki projektu Lorki. Nie chciałam kombinować z odwracaniem go, więc zaczęłam równolegle robić od dołu obie połówki szalika. Zamierzałam zszyć żywe oczka (grafting) korzystając z tutorialu Agnieszki z Intensywnie Kreatywnie. Ale nie przewidziałam, że nie tak łatwo będzie zszyć oczka robione na przemian prawo-lewo. Wszystkie tutoriale w sieci omawiały zszywanie albo samych prawych albo samych lewych oczek. Próbowałam sama coś wymyślić, ale szybko się poddałam i zszyłam całość na prawo. Niestety nie wyszło to za ładnie, więc nawet środka nie będę pokazywać. Napisałam o pomoc do Agnieszki i jednak się okazało, że się da :) Filmik można zobaczyć u Agnieszki. Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc!!! Teraz będę musiała znaleźć chwilę czasu i najpierw poćwiczyć "na sucho", a potem rozpruć i ponownie zszyć, tym razem jak należy...
W rzeczywistości kolor jest intensywnie fioletowy, ale mój aparat bardzo nie lubi fioletów i wygrywa każdą batalię o dostrojenie barw. (Dużo lepiej kolor wyszedł na zdjęciu w tym poście).Wełna to Merino Extra Fine Dropsa, druty 3,5mm. Zużyłam pełne dwa motki.
Z rękawiczek jestem bardzo zadowolona. Rozmiar wyszedł idealny, bardzo ładnie też udało mi się uformować zakończenie na palce.
Natomiast przy szaliku zupełnie nieświadomie utrudniłam sobie życie. Wzór liścia pochodzi z czapeczki projektu Lorki. Nie chciałam kombinować z odwracaniem go, więc zaczęłam równolegle robić od dołu obie połówki szalika. Zamierzałam zszyć żywe oczka (grafting) korzystając z tutorialu Agnieszki z Intensywnie Kreatywnie. Ale nie przewidziałam, że nie tak łatwo będzie zszyć oczka robione na przemian prawo-lewo. Wszystkie tutoriale w sieci omawiały zszywanie albo samych prawych albo samych lewych oczek. Próbowałam sama coś wymyślić, ale szybko się poddałam i zszyłam całość na prawo. Niestety nie wyszło to za ładnie, więc nawet środka nie będę pokazywać. Napisałam o pomoc do Agnieszki i jednak się okazało, że się da :) Filmik można zobaczyć u Agnieszki. Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc!!! Teraz będę musiała znaleźć chwilę czasu i najpierw poćwiczyć "na sucho", a potem rozpruć i ponownie zszyć, tym razem jak należy...
środa, 14 listopada 2012
Przytulasek prezentowy
Uszył się kolejny przytulasek. Tym razem w wersji mniejszej dla niedawno urodzonej sąsiadki Amelki.
Z jednej strony milutki minky, z drugiej kwiatuszki. Pomiędzy miała być jeszcze szeleszcząca folia, ale to już przerosło moje możliwości - nie dość, że polar się rozciągał przy szyciu, to jeszcze się ślizgał na folii, tak więc folia wyleciała.
Z jednej strony wystają wstążeczki zwykłe, z drugiej niezwykłe :) Tak mi się podobają, że jeszcze macie zbliżenie poniżej:
Mam nadzieję, że będzie służył Amelce dobrze, a ja już mam w planach uszycie kolejnej zabawki, odpowiadającej na zmieniające się zapotrzebowanie zabawkowe Młodej Skrzetuskiej :) Tylko szkoda, że po powrocie do pracy jakoś już mi niewiele pozostaje czasu wolnego, a tyle jest do zrobienia...
Z jednej strony milutki minky, z drugiej kwiatuszki. Pomiędzy miała być jeszcze szeleszcząca folia, ale to już przerosło moje możliwości - nie dość, że polar się rozciągał przy szyciu, to jeszcze się ślizgał na folii, tak więc folia wyleciała.
Z jednej strony wystają wstążeczki zwykłe, z drugiej niezwykłe :) Tak mi się podobają, że jeszcze macie zbliżenie poniżej:
Mam nadzieję, że będzie służył Amelce dobrze, a ja już mam w planach uszycie kolejnej zabawki, odpowiadającej na zmieniające się zapotrzebowanie zabawkowe Młodej Skrzetuskiej :) Tylko szkoda, że po powrocie do pracy jakoś już mi niewiele pozostaje czasu wolnego, a tyle jest do zrobienia...
środa, 7 listopada 2012
Cisto z mikrofali :)
Czasem człowieka nachodzi wielka ochota. Czasem na coś słodkiego, czasem słonego, a czasem to sama nie wiem na co, ale coś koniecznie muszę zjeść :) Najczęściej ta niecierpiąca zwłoki potrzeba nachodzi człowieka wieczorem, gdy nie ma czasu, ani składników na przygotowanie czegoś "grubszego". I tu idealnie wpisał się przepis, jaki otrzymałam od koleżanki (niestety nie wiem, skąd ona go ma :) na ciastko z mikrofali. Na początku popukałam się w głowę - co za dziwny pomysł. Ale potem wieczorny głód skłonił mnie do przetestowania dziwadła.
O dziwo wyszło całkiem dobre i zjadliwe coś :) Nie byłabym sobą, gdybym lekko nie zmodyfikowała przepisu - zmniejszyłam ilość cukru i dodałam banana. Ilość wyszła akurat dla dwóch niezbyt głodnych osób.
Zdjęcia robione w nocy, bo przecież akurat wtedy trzeba koniecznie coś zjeść :)
Dla odważnych cytuję przepis:
6 łyżeczek cukru
2 łyżeczki kakao
1 jajko
4 łyżeczki mleka
3 łyżeczki oleju
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Wszystkie składniki wymieszać i wstawić do mikrofali na 3-4 minuty (moc max 1000W)
Moje mikrofala jest słabsza, więc pewnie dlatego szybko opadło i wyszło dość wilgotne - na drugi raz przytrzymam dłużej. A drugi raz na pewno się zdarzy :)
Aha - zapomniałam dodać, że jajko zastąpiłam trzema przepiórczymi, mleko wodą, a proszek do pieczenia dałam ekologiczny, bez fosforanów, czy jakoś tak - jak przystało na matkę karmiącą dziecko alergiczne.
O dziwo wyszło całkiem dobre i zjadliwe coś :) Nie byłabym sobą, gdybym lekko nie zmodyfikowała przepisu - zmniejszyłam ilość cukru i dodałam banana. Ilość wyszła akurat dla dwóch niezbyt głodnych osób.
Zdjęcia robione w nocy, bo przecież akurat wtedy trzeba koniecznie coś zjeść :)
Dla odważnych cytuję przepis:
6 łyżeczek cukru
2 łyżeczki kakao
1 jajko
4 łyżeczki mleka
3 łyżeczki oleju
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Wszystkie składniki wymieszać i wstawić do mikrofali na 3-4 minuty (moc max 1000W)
Moje mikrofala jest słabsza, więc pewnie dlatego szybko opadło i wyszło dość wilgotne - na drugi raz przytrzymam dłużej. A drugi raz na pewno się zdarzy :)
Aha - zapomniałam dodać, że jajko zastąpiłam trzema przepiórczymi, mleko wodą, a proszek do pieczenia dałam ekologiczny, bez fosforanów, czy jakoś tak - jak przystało na matkę karmiącą dziecko alergiczne.
piątek, 2 listopada 2012
Dzieje się...
Promocja na merynosy pchnęła mnie w mały szał zakupowy (to nic, że zwały wełny wysypują się z każdego możliwego kąta w domu i w piwnicy). No bo jak mogę pozbawić Młodą Skrzetuską takich cudownych wrażeń dotykowych, jakie daje mizianie merynosów? Zakupiłam więc wełenkę dla niej, a żeby nie marnować kosztów przesyłki zamówiłam od razu coś dla siebie też :) A co :)
Na pierwszy rzut poszła wełna dla Młodej:
Poleciałam od razu dwie połówki na raz. Trochę było zabawy z pilnowaniem, żeby nitki się nie plątały. Za to sama podłożyłam sobie kłodę pod nogi wybierając taki sposób dziergania, ale o tym opowiem przy okazaniu skończonego dzieła...
Na pierwszy rzut poszła wełna dla Młodej:
Poleciałam od razu dwie połówki na raz. Trochę było zabawy z pilnowaniem, żeby nitki się nie plątały. Za to sama podłożyłam sobie kłodę pod nogi wybierając taki sposób dziergania, ale o tym opowiem przy okazaniu skończonego dzieła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)