Różane szaleństwo mnie opanowało. Siedzę jak ten świstak i zawijam. Nie sreberka, a materiał. Wszystko przez wyprzedaż, na której nabyłam cudne materiały po 5zł. Po prostu nie mogłam się im oprzeć! To by była profanacja, gdybym nic nie kupiła przy takiej okazji! Nie wiem, czy już o tym wspominałam, ale oprócz organzy w różnych kolorach, kupiłam całą belę cudnego materiału, z którego właśnie szyją się rolety rzymskie na większość okien w mieszkaniu (oszczędność bagatela 1000zł :) Powinny być gotowe w przyszłym tygodniu, więc to dla mnie mobilizacja do uszycia poduszek z nadmiaru materiału. A co do tego mają róże? Otóż ozdobą poduszek będę organzowe róże. O takie:
Życzę miłego weekendu wszystkim czytającym :)
piątek, 4 listopada 2011
sobota, 29 października 2011
I znów dynia:)
Nigdy nie byłam fanką Halloween, ale w tym roku się lekko ugiełam :) Dostałam od siostry małą dynię i stwierdziłam, że czemu nie. Tak więc nóż w dłoń i wyrzeźbiłam Panią Dynię z kokardką na głowie :) A co tam.
Nadal szaleję kulinarnie - eh, ten nadmiar czasu wolnego... Zaintrygował mnie przepis na karmelowiec, jaki znalazłam u Flory. Jakoś dziwne mi się wydało połączenie krakersów ze słodkim, ale postanowiłam spróbować.
Musiałam je lekko zmodyfikować - z braku blachy prostokątnej użyłam mniejszej, kwadratowej i to niestety był błąd, ponieważ warstwa masy budyniowej była zbyt gruba i troszkę mdła. Ciasto jest ciekawe i myślę, że jeszcze kiedyś je przygotuję w poprawionej wersji.
Na tfórczym froncie wrze, ale jeszcze nie mam nic gotowego do pokazania. Szablon niestety się nie znalazł, więc kupiłam nowy :) Dzisiaj namalowałam wzorek, więc może jutro M. da się namówić i uda się półkę powiesić i obfotografować...
Nadal szaleję kulinarnie - eh, ten nadmiar czasu wolnego... Zaintrygował mnie przepis na karmelowiec, jaki znalazłam u Flory. Jakoś dziwne mi się wydało połączenie krakersów ze słodkim, ale postanowiłam spróbować.
Musiałam je lekko zmodyfikować - z braku blachy prostokątnej użyłam mniejszej, kwadratowej i to niestety był błąd, ponieważ warstwa masy budyniowej była zbyt gruba i troszkę mdła. Ciasto jest ciekawe i myślę, że jeszcze kiedyś je przygotuję w poprawionej wersji.
Na tfórczym froncie wrze, ale jeszcze nie mam nic gotowego do pokazania. Szablon niestety się nie znalazł, więc kupiłam nowy :) Dzisiaj namalowałam wzorek, więc może jutro M. da się namówić i uda się półkę powiesić i obfotografować...
poniedziałek, 24 października 2011
Pierogi dyniowe
I jeszcze w klimatach gotowania - jakoś naszła mnie wena i chęci :) Zrobiłyśmy z siostrą pierogi dyniowe.
Smakują wprost bosko - z masełkiem szałwiowym. Mhmm, pycha. Dobrze, że wyszła ich cała góra :) Kilka fotek w trakcie:
Praca tfórcza idzie mi dość powolnie - robią się dwie broszki i pracuję nad półką z wieszakiem. Biedna półka jest obiektem mojego słomianego zapału :) Zaczęłam ją malować jeszcze w kwietniu, ale zapał opadł przy lakierowaniu. Teraz już jest polakierowana, ale za nic w świecie nie mogę odnaleźć szablonu, za pomocą którego chciałam namalować wzorek, eh :( I pomyśleć, że do przeszukania mam tylko jeden mały pokoik z niewielką ilością rzeczy. Normalnie diabeł nakrył ogonem. No nic, posilona pierogami ide dalej szukać...
Edit: na prośbę Penelopy podaję przepis na farsz do pierogów dyniowych:
dynia upieczona i rozgnieciona, ale nie zmiksowana
2-3 szkl bułki tartej (tyle by po spęcznieniu miało zwartą konsystencję, ale nie bardzo twardą)
parmezan starty (opcjonalnie)
gałka muszkatałowa
sól
można dodać jajko
tym razem dodałam zwykłego twarogu rozgniecionego, tak dla urozmaicenia
Wszystkie składniki razem wymieszać i odstawić na chwilę, żeby bułka nasiąknęła i wszystko się razem posklejało. Całą resztę robi się jak każde inne pierogi.
Pierogi świetnie smakują polane masełkiem ze świeżą szałwią.
Smacznego :)
Smakują wprost bosko - z masełkiem szałwiowym. Mhmm, pycha. Dobrze, że wyszła ich cała góra :) Kilka fotek w trakcie:
Praca tfórcza idzie mi dość powolnie - robią się dwie broszki i pracuję nad półką z wieszakiem. Biedna półka jest obiektem mojego słomianego zapału :) Zaczęłam ją malować jeszcze w kwietniu, ale zapał opadł przy lakierowaniu. Teraz już jest polakierowana, ale za nic w świecie nie mogę odnaleźć szablonu, za pomocą którego chciałam namalować wzorek, eh :( I pomyśleć, że do przeszukania mam tylko jeden mały pokoik z niewielką ilością rzeczy. Normalnie diabeł nakrył ogonem. No nic, posilona pierogami ide dalej szukać...
Edit: na prośbę Penelopy podaję przepis na farsz do pierogów dyniowych:
dynia upieczona i rozgnieciona, ale nie zmiksowana
2-3 szkl bułki tartej (tyle by po spęcznieniu miało zwartą konsystencję, ale nie bardzo twardą)
parmezan starty (opcjonalnie)
gałka muszkatałowa
sól
można dodać jajko
tym razem dodałam zwykłego twarogu rozgniecionego, tak dla urozmaicenia
Wszystkie składniki razem wymieszać i odstawić na chwilę, żeby bułka nasiąknęła i wszystko się razem posklejało. Całą resztę robi się jak każde inne pierogi.
Pierogi świetnie smakują polane masełkiem ze świeżą szałwią.
Smacznego :)
czwartek, 20 października 2011
Królowa Dynia
Mamy jesień - nastał czas dyniowy :) Uwielbiam dynię w każdej postaci, no może oprócz dyni w occie!
Byliśmy niedawno na wsi u rodziny M. i wróciliśmy z bagażnikiem pełnym jajek prosto od kury, miodu prosto z ula, krzaczków malin i jeżyn do posadzenia w ogródku i co najważniejsze ogromniastej dyni:
Dynia rosła sobie na słonku i była wspaniale aromatyczna i pełna smaku - nie to co jej uboga krewniaczka, jaką jakiś czas temu kupiłam w Tesco. Na pierwszy rzut poszło ciasto Pumpkin Pie według przepisu Liski. Znikło w oczach, jeszcze ciepłe :) Dotychczas piekłam ciasta dyniowe mokre i zbite, a to jest puszyste, na kruchym spodzie. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i dodałam rodzynek :)
Potem ugotowałam zupę dyniową, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia :) A to jeszcze nie koniec pyszności z dynii! Sporą część zamroziłam, więc będę mogła się nią cieszyć nawet zimą :)
Pozdrawiam jesiennie!
Byliśmy niedawno na wsi u rodziny M. i wróciliśmy z bagażnikiem pełnym jajek prosto od kury, miodu prosto z ula, krzaczków malin i jeżyn do posadzenia w ogródku i co najważniejsze ogromniastej dyni:
Dynia rosła sobie na słonku i była wspaniale aromatyczna i pełna smaku - nie to co jej uboga krewniaczka, jaką jakiś czas temu kupiłam w Tesco. Na pierwszy rzut poszło ciasto Pumpkin Pie według przepisu Liski. Znikło w oczach, jeszcze ciepłe :) Dotychczas piekłam ciasta dyniowe mokre i zbite, a to jest puszyste, na kruchym spodzie. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i dodałam rodzynek :)
Potem ugotowałam zupę dyniową, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia :) A to jeszcze nie koniec pyszności z dynii! Sporą część zamroziłam, więc będę mogła się nią cieszyć nawet zimą :)
Pozdrawiam jesiennie!
czwartek, 6 października 2011
Kartki
Od czasu przeprowadzki nie miałam jeszcze czasu zorganizować swojego warsztatu. Wszystko leży byle jak poupychane na półkach. A tu nagle musiałam zrobić na szybko dwie kartki. Większość wieczoru zajęło mi poszukiwanie potrzebnych narzędzi i materiałów. Ponieważ nie wszystko udało mi się zlokalizować :) to kartki wyszły dość skromne.
Pierwsza na 80-te urodziny babci M.
Kartka jest taka trochę recyklingowa, bo zrobiona na tekturce z rajstop, z użyciem starej koronki z zapasów. Napis wykonałam stempelkami zakupionymi jeszcze w Berlinie i zembosowałam.
Na ślubną kartkę nie miałam za bardzo pomysłu, tzn. miałam, ale nie znalazłam wszystkich potrzebnych materiałów, więc jest taka mocno skromna:
Mam nadzieję, że kartki się spodobały adresatom :)
Pierwsza na 80-te urodziny babci M.
Kartka jest taka trochę recyklingowa, bo zrobiona na tekturce z rajstop, z użyciem starej koronki z zapasów. Napis wykonałam stempelkami zakupionymi jeszcze w Berlinie i zembosowałam.
Na ślubną kartkę nie miałam za bardzo pomysłu, tzn. miałam, ale nie znalazłam wszystkich potrzebnych materiałów, więc jest taka mocno skromna:
Mam nadzieję, że kartki się spodobały adresatom :)
wtorek, 27 września 2011
Czarno na czerwonym
Aby ożywić czerwoną sukienkę zrobiłam czarną, ogromną brochę. Robiłam ją na szybko, więc miałam ograniczony wybór materiałów - tiul, koronka i tasiemka. Całość jest przywiązywana tasiemką do paska.
Niestety aparat nie bardzo się polubił z kolorami czarnym i czerwonym :)
piątek, 23 września 2011
Kocyk
Mam słomiany zapał - to naukowo stwierdzony fakt. Z entuzjazmem podchodzę do nowego projektu, przez kilka dni kipię energią twórczą, a potem jakoś zapał przygasa i jeśli coś wymaga poświęcenia większej ilości czasu, to no cóż, czasem traci na atrakcyjności i ląduje w kącie porastając kurzem. Tak było z szydełkowanym kocem, który rozpoczęłam dokładnie rok temu. Spodobała mi się idea zużycia resztek włóczek, których odziedziczyłam po mamie całkiem sporo. W planach był spory koc - taki na dorosłego ludzia. Przez jakiś czas szydełkowałam z zapałem, stosik kwadracików rósł, ale zapał opadł, czasu wolnego było coraz mniej i skończyło się. Teraz znów mam trochę więcej czasu - mieszkanie i ogród prawie skończone, pogoda nie sprzyja spacerom, więc wygrzebałam włóczki i szydełko i z nowym zapałem zabrałam się do roboty. Znając siebie zrezygnowałam z projektu wielkiego koca i poprzestałam na małym, dzieciowym rozmiarze. I oto jest, kocyk skończony. Jestem z siebie dumna! :)
Kocyk ma rozmiar około 80 na 90 cm.
Pozdrawiam wszystkich czytających bardzo serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)