niedziela, 21 listopada 2010
Zegar dwuserwetkowy
Powracając do głównego tematu wytworów, chciałabym pokazać zegar, który powstawał bardzo wolno. Najpierw najłatwiejsza część - czyli zakup. Potem musiał sporo odleżeć czekając na lepsze czasy. Później biłam się z myślami jak go wykończyć. W ostateczności zdecydowałam się na dwie serwetki - w oryginale złote, po kontakcie z lakierem niestety lekko zzieleniały.
Z pomocą M (eh, kobiety i technika :) udało sie zamocować mechanizm, a po kilku wygiętych gwoździach zegar wisi już na ścianie. Brakuje mi jednak cyferek, bo ciężko odczytać godzinę. Może kiedyś jakieś dodam, albo i nie :)
sobota, 20 listopada 2010
Rozwiązanie zagadki
Dziękuje za komentarze pod poprzednim postem - miło jest wiedzieć, że ktoś tu jednak zagląda :)
Ten dziwny gliniany przedmiot to... berberska szminka! Na glinie jest umieszczony sproszkowany barwnik. Wystarczy go potrzeć poślinionym palcem, rozetrzeć na wargach i makijarz rodem z MaxFactor gotowy :) Troche tylko mało poręczna ta szminka - do torebki sie nie zmieści :)
Ten dziwny gliniany przedmiot to... berberska szminka! Na glinie jest umieszczony sproszkowany barwnik. Wystarczy go potrzeć poślinionym palcem, rozetrzeć na wargach i makijarz rodem z MaxFactor gotowy :) Troche tylko mało poręczna ta szminka - do torebki sie nie zmieści :)
piątek, 12 listopada 2010
Shopping w Maroku :)
I już po urlopie! Wróciliśmy cali i zdrowi, pełni wrażeń :) Ku mojemu zaskoczeniu zwiedzanie marokańskich miast to był jeden wielki shopping! Medyny - czyli stare części miast to jedno wielkie targowisko. Handlują tu wszyscy i wszystkim. No więc nie byłabym sobą, gdybym z wyprawy nie wróciła z pustymi rękami :P
Poniżej krótki przegląd moich łupów :)
Zboczenie filcowe juz od początku wyprawy kazało mi szukać suków z wełną :P I nie zawiodłam się, znalazłam suk farbiarzy, ale o tym w następnym poście. Tutaj pokażę wełnę jaką kupiłam - tak eksperymentalnie, bo byłam ciekawa, czy da się wfilcować do mojej czesanki.
W Fezie zwiedziliśmy garbarnie (niezapomniane przeżycie węchowe), więc nie mogłam się oprzeć i zakupiłam kilka rzeczy ze skóry. Na swoje rozgrzeszenie mam fakt, iż kosztowały tyle, co w Polsce chińska cerata zwana szumnie ekoskórą.
Czerwona torebka:
Poniżej krótki przegląd moich łupów :)
Zboczenie filcowe juz od początku wyprawy kazało mi szukać suków z wełną :P I nie zawiodłam się, znalazłam suk farbiarzy, ale o tym w następnym poście. Tutaj pokażę wełnę jaką kupiłam - tak eksperymentalnie, bo byłam ciekawa, czy da się wfilcować do mojej czesanki.
W Fezie zwiedziliśmy garbarnie (niezapomniane przeżycie węchowe), więc nie mogłam się oprzeć i zakupiłam kilka rzeczy ze skóry. Na swoje rozgrzeszenie mam fakt, iż kosztowały tyle, co w Polsce chińska cerata zwana szumnie ekoskórą.
Czerwona torebka:
Skórzane balerinki i papucie. Ponoć to ręczna robota. Ciekawostką są dla mnie podeszwy ze skóry - ciekawa jestem jak się będzie chodziło.
Oczopląsu dostałam przy kramach z pasmanterią. Takiej ferii barw to ja jeszcze nie widziałam! Spędziłam chyba z 15 minut podejmując decyzję jakie kolory nitek jedwabnych kupić :) Nitki są nawinięte na bambusowe kijki, które wzbudziły ciekawość celnika na frankfurckim lotnisku. Do tego kupiłam kilka guziczków - śmiesznych węzełków ze sznurka, które ozdabiają arabskie dżalabije.
Potem już standardowo nabyłam kilka par kolczyków i breloczków:
Ładnie haftowaną tunikę:
A z rzeczy różnych: pachnidło w kostce - ponoć to ambra, skrzyneczkę z drewna tui, przyprawy do kuskusu. Mój M na pocieszenie dostał od sprzedawcy naturalne wykałaczki do zębów - czyli ususzony kwiatostan czegoś :)
Uff, wyszło jednak, że chyba jestem zakupoholiczką :) To na koniec mała zagadka - co to jest?
wtorek, 2 listopada 2010
piątek, 29 października 2010
Kolornik
O rany! Minął miesiąc od ostatniego posta. Ale ten czas leci! Nic nie pisałam, ale to nie znaczy, że nic nie tworzyłam :) To znaczy tylko, że mój słomiany zapał osiągnął maksimum - mam kilka projektów rozgrzebanych i nie ukończonych. Tak na szybko, niejako zmuszona potrzebą chwili zrobiłam próbnik kolorów czesanki, jaką posiadam. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam już 37 kolorów! To się chyba kwalifikuje jako nałóg :)
(Chyba nie muszę pisać, że zdjęcia nie oddają prawdziwych kolorów czesanki :)
A tu wszystkie kłębki razem w pamiątkowym zdjęciu rodzinnym :)
Jeszcze tylko pozostało mi dorobić okładkę i ful wypas kolornik gotowy :) Ale to już po powrocie z urlopu - witaj Maroko!!!
(Chyba nie muszę pisać, że zdjęcia nie oddają prawdziwych kolorów czesanki :)
A tu wszystkie kłębki razem w pamiątkowym zdjęciu rodzinnym :)
Jeszcze tylko pozostało mi dorobić okładkę i ful wypas kolornik gotowy :) Ale to już po powrocie z urlopu - witaj Maroko!!!
poniedziałek, 27 września 2010
Pierwszy crack
Cały czas eksperymentuję z nowymi technikami. Postanowiłam spróbować działania cracka. Tym razem pod pędzel trafiła stara ramka z IKEI. Kupiłam ją już dawno temu, zabejcowałam na machoń i tak sobie stała. Miałam wątpliwości jak będzie trzymał się crack i farba akrylowa na bejcy, ale na razie jest OK.
Już wiem, że jednak wałek do malowania warstwy farby na cracku to nie jest najlepszy pomysł. Nie kryje równomiernie, a przecież nie można poprawiać.
W sumie efekt wyszedł całkiem ciekawy i jestem zadowolona z ramki. Już tylko pozostało wybrać zdjęcie do oprawienia i zawiesić na ścianie :D
poniedziałek, 6 września 2010
Kwadratowy zawrót głowy
Kwadratowe szaleństwo trwa nadal! Wciągnęło mnie na maksa. Każdą wolną chwilę poświęcam na szydełkowanie. Od momentu zrobienia zdjęcia już kwadratów przybyło :D Mam już ich 35 :D Całkiem niezły stosik...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




